sobota, 3 października 2015

Rząd i samorząd

Nasz samorząd zdecydował o złożeniu skargi konstytucyjnej w związku z niekorzystnymi zapisami dotyczącymi ograniczania uprawnień samorządów w samodzielnym dysponowaniu przyznanymi funduszami. Wspólnie ze Związkiem Powiatów Polskich kwestionujemy uprawnienie władzy ustawodawczej do narzucania ograniczeń organom stanowiącym jednostek samorządu terytorialnego w zakresie dysponowania przyznaną subwencją oświatową. Może warto w takim momencie przypomnieć rolę samorządu w systemie państwowym a zarazem przywołać pewne podstawowe pojęcia, których mylenie lub też nieprecyzyjne rozumienie jest źródłem wielu nieporozumień.
W systemie demokratycznym fundamentem ustroju jest prawo. Nikt, żadna władza państwowa, nawet ustawodawcza, czy sądownicza nie stoi ponad prawem. Proceduralnie oznacza to tyle, że, aby jakieś działanie organów publicznych było możliwe, musi być najpierw umocowane w odpowiednich przepisach ustanowionych w danym państwie. Nawet wówczas jednak każdy zapis prawny nie może stać w sprzeczności z zapisami najważniejszej ustawy regulacyjnej, tzw. ustawy zasadniczej, jaką jest konstytucja. Ta zasada jest odwrotna od tej, którą stosujemy do obywateli, którzy w tym ujęciu - zgodnie z prawem mogą czynić wszystko, co nie jest zabronione w przepisach państwowych.
Czym więc jest samorząd? W polskich przepisach, które ustanowiły samorządy gmin, a następnie powiatów i województw zapisano, że samorząd jest wspólnotą mieszkańców na danym terenie. I tak jest faktycznie. Ta zasada obejmuje niejako pierwszą i podstawową funkcję samorządu - ma on być zawsze ustanowiony jako wspólnota, na tę wspólnotę nakierowany. Praktycznie jednak oznacza to tyle, że poprzez demokratyczne procedury, czyli wolne wybory w odpowiedniej formule: większościowej, proporcjonalnej lub jeszcze innej, w takich lub innych okręgach dana społeczność jest uprawniona do wyboru swoich przedstawicieli, którzy w jej imieniu przez określony czas - w polskich warunkach przez cztery lata - sprawują funkcje publiczne jako członkowie organów samorządowych dla danej wspólnoty: organu stanowiącego, jakim jest Rada oraz organu wykonawczego - jednoosobowego lub kolegialnego - tak jest w naszym kraju. Wówczas ci demokratycznie wybrani przedstawiciele zyskują nowe uprawnienie: stają się bowiem reprezentantami nie tylko społeczności, która ich wybrała, ale również uniwersalnego pojęcia dla każdego systemu społecznego, tj. władzy publicznej. Są przedstawicielami władzy publicznej na danym terenie, dlatego mówimy o demokracji przedstawicielskiej jako współcześnie powszechnym typie ustroju demokratycznego.
Pojęcie władzy, sprawowania władzy, jej typów i sposobów wykonywania ma zapewne bogatą literaturę. Dla niniejszych rozważań istotne jest, że władza publiczna może mieć dwa podstawowe źródła: może pochodzić z wyboru albo też z mianowania. Ktoś może wykonywać daną funkcję publiczną dlatego, że został wybrany do jej sprawowania przez obywateli w określonej procedurze wyborów lub też dlatego, że został na dane stanowisko mianowany przez wyższego rangą urzędnika. Przy czym istota systemu demokratycznego polega na tym, że owi najwyżsi urzędnicy w różnych strukturach obejmują swoje funkcje w wyniku wyborów, które dały im społeczne uprawnienie - legitymizację do objęcia tych funkcji. Pomińmy najbardziej znaną kwestię klasycznego trójpodziału władzy na sądowniczą, ustawodawczą i wykonawczą. Generalnie uprawnienia władzy publicznej sprowadzają się do tego, że może ona podejmować decyzje, a spośród tych decyzji najbardziej istotne dotyczą wydawania pieniędzy pochodzących z podatków od obywateli: w jaki sposób, na co i ile przeznaczyć oraz - stosując odpowiednie przepisy prawne - rozstrzygnięcia dotyczące różnorodnych spraw związanych z życiem obywateli.
Samorząd jest więc także typem władzy publicznej. Tak jest w Polsce, tak jest też we wszystkich krajach demokratycznych. Bardziej uniwersalnie byłoby zapewne używać sformułowania: władze lokalne i regionalne, gdyż słowo "samorząd" związane jest mocno z polską rzeczywistością. Trzeba powiedzieć, że nie ma dwóch takich samych systemów organizacji wewnętrznej państw demokratycznych i takich samych systemów organizacji władzy publicznej na poziomie lokalnym i regionalnym. Ich kształt bowiem wynika z historii danego państwa, praktyki stosowanej na danym terenie, rozstrzygnięć politycznych dostosowanych często do aktualnej sytuacji itp. Tych czynników i modeli organizacyjnych państw jest wiele: są państwa federalne, jednolite, dwunarodowe, wielonarodowe, państwa małe i duże, monarchie i republiki. Każde z tych określeń i modeli państwowych ma swoje skutki w sposobie funkcjonowania władzy lokalnej i regionalnej na danym terenie.
Wszędzie jednak w państwach demokratycznych model władzy lokalnej i regionalnej, który oznacza ustanowienie struktur administracyjnych na tych poziomach, zarządzających jakąś częścią publicznych pieniędzy i mających uprawnienia władzy publicznej, a zarazem pochodzących z wyboru mieszkańców danego terytorium jest modelem nawet nie tyle akceptowanym, co oczywistym. Jest współcześnie podstawą wewnętrznej organizacji państwa demokratycznego. Można pytać o kompetencje poszczególnych samorządów, o wielkość środków, którymi dysponują, o różne szczegółowe kwestie praktyczne, prawne czy finansowe, mimo to jednak zasada ta powszechnie dzisiaj obowiązuje.
Współcześnie administracja państwowa, a więc wszystkie struktury różnych urzędów wykonywanych w imieniu państwa oparta jest właśnie na tym dwojakim rozumieniu władzy: mamy władzę centralną - w Polsce przyjęliśmy ją określać jako administrację rządową oraz władzę lokalną i regionalną, którą w naszym kraju nazywamy administracją samorządową. Bardzo ważne jest to, że dla wszystkich struktur administracyjnych - zarówno władzy rządowej, jak i samorządowej - funkcje kierownicze, naczelne sprawują przez określony czas osoby uprawnione do tego wskutek procesu wyborczego. Przy tym podkreślmy, że dla polskiego ustroju wewnętrznego, a w konsekwencji dla samych obywateli, to wielkie zwycięstwo, że dopracowaliśmy się rozwiązań analogicznych jak w krajach zachodnich. W latach 80 - tych nie było u nas bowiem ani samorządu, ani prawdziwej władzy lokalnej czy regionalnej. Pomijając kwestie ideologiczne w tych czasach centralistyczny ustrój wymuszał dominację jednego typu władzy publicznej: władzy centralnej, która decyzje podejmowała z tej perspektywy, obecne zaś na poziomie lokalnym czy regionalnym ciała przedstawicielskie miały charakter fasadowy - nie tylko dlatego, że nie pochodziły z wolnych wyborów, ale przede wszystkim dlatego, że nie dysponowały rzeczywistymi uprawnieniami, w szczególności finansowymi.
Nie jest problemem rozumienie pojęcia władzy centralnej, czy rządowej - raczej powszechnie to rozumiemy, wiemy kto jest premierem, nawet znamy ministrów, media stale właściwie zajmują się przekazem z tego poziomu. Warto jednak dodać, że także na poziomie regionalnym czy lokalnym  mamy do czynienia z wieloma instytucjami publicznymi o charakterze administracji rządowej -  są to urzędy i podmioty takie jak: wojewoda, kurator, Narodowy Fundusz Zdrowia, różne inspekcje, policja, państwowa straż pożarna i  wiele innych. Podlegają one nie samorządom, ale różnym organom administracji rządowej. W naszym polskim wydaniu samorząd zarządza zaś tym, co zostało mu powierzone poprzez odpowiednie przepisy prawne. Nie zawsze niestety jest tak, że o pieniądzach przeznaczanych na wykonywanie usług publicznych na danym terenie na rzecz określonych mieszkańców decyduje samorząd z tego terenu, a o efektach takiego podejścia najlepiej świadczy stan naszej służby zdrowia. Właściwy model nowocześnie widzianej, demokratycznej administracji publicznej oparty być powinien na współdziałaniu administracji rządowej i samorządowej, które wspólnie tworzą administrację państwową. Taka współpraca zapewnia bowiem największą efektywność działań i najlepsze skutki dla mieszkańców. Aby jednak to było możliwe, konieczne jest zachowanie kilku ważnych zasad: istotna jest niezależność samorządów, ich wyposażenie w odpowiednie kompetencje i narzędzia do działania. Wszystkie inne obostrzenia, reguły i obowiązki powinny być analogiczne zarówno dla administracji rządowej, jak i samorządowej. Dodajmy przy tym, że jak to pokazało wiele doświadczeń polskich i zagranicznych władza centralna, czyli administracja rządowa powinna dla siebie zachować przede wszystkim uprawnienia kontrolne, wykonywanie usług publicznych powinno zaś być uprawnieniem i obowiązkiem samorządów. Chodzi o to, by usługi publiczne były zarządzane z poziomu, na którym są wykonywane i w imieniu wspólnoty, dla której są oferowane. Na ten poziom powinny być też skierowane odpowiednie środki finansowe służące organizacji tych usług. To niezwykle ważna zasada, dlatego dla jakości naszego systemu, dla zachowania jego najwyższej efektywności i najwyższej sprawności władz publicznych powinniśmy bronić niezależności samorządów. To dlatego właśnie samorząd powiatowy w Strzyżowie zdecydował się na złożenie skargi do Trybunału Konstytucyjnego.

niedziela, 6 września 2015

Rozmowy z moimi synami

Łatwiej było, gdy byliście mali… Dzisiaj jest trudniej - wydaje się, że dorośli, bo wyrośnięci, ale przecież naprawdę dopiero całe życie przed wami. Od czego rozpocząć? Chętnie wspominamy dawne czasy, wydarzenia, historie, wspólne wyjazdy. Tata zrobił to, mama powiedziała tak, ja to pamiętam, gdy byliśmy mali… w ten sposób tworzy się nasza rodzinna mitologia, którą chętnie przywołujemy. To też pokazuje, że płynie czas, że od tych pięknych lat dzieciństwa upływa coraz więcej dni, miesięcy i lat i że stajemy się coraz bardziej wyodrębnieni, indywidualni, odmienni.
Czasu nie zaobserwujemy ani nie zatrzymamy, możemy tylko zauważać - często ze zdziwieniem - zmiany, jakie wywołuje. Dzieci, dopiero przytulane, noszone na rękach stają się coraz bardziej samodzielnymi młodzieńcami i pannami, nam - młodym i wysportowanym - przyrasta to i owo, zaskakuje nas nie brana wcześniej pod uwagę potrzeba okularów i nagle zauważamy, że to wy traktujecie nas, tak jak my niegdyś naszych rodziców i babcie - może nie o wszystkim muszą wiedzieć, no bo przecież mamy swoje - ważniejsze i bardziej zrozumiałe sprawy - co oni tam wiedzą - to przecież nasz, młody, zdrowy, zawsze optymistyczny świat jest prawdziwy i tak naprawdę tylko on się liczy…
I wtedy zaczynamy się zastanawiać - co w naszych relacjach jest najważniejsze, jakie są nasze obowiązki wobec was. Czy ta wasza młodość, niegasnący optymizm, zdrowy na szczęście organizm wystarczy, czy czegoś więcej niż w dzieciństwie, czy może mniej od nas potrzebujecie?
Każdy sam musi przeżyć swoje życie. Ta banalna prawda prowadzi z jednej strony do wniosku o indywidualnej odpowiedzialności za swój los, z drugiej o tym, że rola innych w stosunku do mnie nie jest wielka, bo to zawsze ja sam, dokonując wyborów, decyduję o sobie i swojej przyszłości. Z drugiej strony jednak wypowiadana jest często w jakiejś relacji pomiędzy ludźmi - odnosi się do kogoś drugiego lub trzeciego, gdy o nim rozmawiamy, zakłada więc pewną troskę, zapytanie - czy aby na pewno, czy nie powinniśmy jakoś pomóc, doradzić, ukierunkować? To oczywiście jest najbardziej obowiązujące w rodzinie, a szczególnie wobec własnych dzieci. Ale jak pomóc, żeby jednocześnie nie zaszkodzić? Na ile pozwolić na samodzielność, a na ile jednak zdecydować za was - gdy nas do tej decyzji dopuścicie albo nawet gdy jej oczekujecie. To już oczywiście nasze dylematy - rodziców, dla was może nieistotne, ale zapewne kiedyś sami staniecie w takiej sytuacji.
Mówisz mi, że jesteś prostym człowiekiem i że nie zastanawiasz się nad, jak to nazywasz, "dyrdymałami". Ja jednak chciałbym ci powiedzieć, że warto się posługiwać swoim rozumem. Jest taka dewiza wypisana jako zawołanie najstarszego polskiego uniwersytetu "Plus ratio, quam vis" - bardziej rozumem niż siłą - i warto do niej się stosować. To prawda, że takie podejście wymaga  myślenia, nieprzyjmowania wszystkiego na wiarę, czasem przysłowiowego dzielenia włosa na czworo, ale z drugiej strony może uchronić przed wieloma mniejszymi i większymi nieszczęściami. Myślenie ma wielką przyszłość - chciałoby się powiedzieć - a nieprzyjmowanie wszystkiego wg obiegowych, bezmyślnie powtarzanych opinii, prowadzi dzisiaj paradoksalnie do bardzo ciekawych rezultatów. W kulturze bazującej na materializmie, cielesności, opartej o techniczny kult przedmiotów dopiero pójście w głąb odkryje to, co istotniejsze. To tam poszukać możemy odpowiedzi na pytania, których nie zajdziemy na powierzchni, a które są ważne, ba  - najważniejsze dla każdego z nas, dopiero w głębi - nie jakiejś abstrakcyjnej, ale bardzo konkretnej - w głębi siebie znaleźć możemy odpowiedzi na wiele pytań. Możemy oczywiście ich sobie nie zadawać, ale wydaje się, że dla każdego człowieka przychodzi taki czas, że czy chce czy nie chce musi o te sprawy zapytać. Pewnie lepiej mieć wtedy przygotowaną bardziej przemyślaną odpowiedź niż taką, która pojawi się ad hoc.
Są tylko dwie sprawy, które co prawda nie należą do łatwych, ale które mogą nam dać prawdziwą satysfakcję. To myślenie i tworzenie. O myśleniu już trochę mówiliśmy - nasze możliwości są oczywiście ograniczone, ale przecież potęga tego, czego ciągle dokonuje ludzki umysł jest niezwykła. Co więcej nauczyliśmy się to myślenie gromadzić, dzięki czemu nie musimy zaczynać wszystkiego od początku, ale każdy z nas ma do pełnej dyspozycji całą bibliotekę tego, czego dokonali ci, którzy byli przed nami. W tej bibliotece znajdziemy rozwiązanie wielu problemów i dylematów, znajdziemy wspaniałe, piękne utwory, rozważania na każdy temat, metody, którymi się posługiwano, odkrycia, wynalazki i całą myśl techniczną. Co jednak najbardziej fascynujące to to, że nigdy nie jest to zbiór zamknięty, że cały czas do tego zbioru zapisów na różnych nośnikach dodawane jest wiele nowych rzeczy, a co więcej każdy z nas, bez żadnych ograniczeń może nie tylko z tej biblioteki korzystać, ale również sam do niej dodawać to, co zechce. I to jest właśnie twórczość - zdolność samodzielnego kreowania czegoś nowego. Sam wielokrotnie przekonałem się o tym, że każdy człowiek ma jakiś talent. Z politowaniem możemy patrzeć na tych, którzy jeszcze do dzisiaj klasyfikują ludzi, patrząc na ich wygląd, społeczny lub materialny status itp. za naturalne uznając, że jedni są lepsi, a inni gorsi.  Każdy człowiek, nawet najmniejszy ma swoją wartość, a jeżeli choć trochę go poznamy, okaże się, że także on ma talent, o którym wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Tak to już jest pięknie urządzone.
Chodziłoby o to, żeby nie tylko być odbiorcą, ale również twórcą, żeby umieć dołożyć tę swoją, choćby najmniejszą cegiełkę do tego wielkiego gmachu, z którego na co dzień korzystamy. I żeby to była cegiełka nie byle jaka, ale taka, która sprawi mi satysfakcję, z której będę zadowolony, może nawet dumny. Najsmutniejszy chyba bowiem jest los tych nieszczęśników, którzy ani w relacjach z innymi, ani w odniesieniu do siebie samych nie potrafili nigdy rozwinąć tego, co otrzymali.
Niestety nie ma recepty. Nie ma też jednej odpowiedzi. Wydawałoby się, że podobne, ale jednak życie każdego człowieka jest całkowicie unikalne, tak jak nie ma dwóch takich samych ludzi, mimo że było już i jest nas miliardy, tak również nie ma dwóch tych samych historii. Każda jest inna, jest swoistą niewiadomą wypełnianą głównie nie z zewnątrz, ale od środka. Mojej historii nie tworzą inni, tworzę ją samodzielnie, choć to, czym jestem, otrzymałem prawie w całości z zewnątrz. I nie jest to powód do smutku, czy rozpaczy - raczej jest to szansa, nadzieja, która staje przed każdym z nas. Ważne tylko, by nie tyle nie dokonywać złych wyborów, bo one się zdarzą, ale by korzystając z tego, w co jestem wyposażony, wyciągać wnioski z potknięć i dobrze przemyśleć każdy wybór. Dopiero wtedy te znaki, drogowskazy, które napotykamy mogą być rzetelnie zinterpretowane, a odczytane dadzą nam i innym wokół nas zadowolenie i radość. Korzystając z myślenia możemy iść w stronę twórczości, odkrywać nowe, dla nas zawsze niezbadane szlaki, wchodzić na nowe drogi, które prowadzić nas będą do celów wyznaczonych przez nas samych. Na początku drogi może jeszcze nie jest tak ważne pytanie o to, co jest na jej końcu, ale raczej jaka będzie ta droga, dlaczego ma być właśnie taka i jednocześnie jak w sposób właściwy i godny należy ją przejść. No i oczywiście jeszcze, co z sobą zabrać, aby przejść bezpiecznie, a jednocześnie sama droga nie była nużąca. Tutaj możecie na nas liczyć. Jako rodzice chętnie odpowiemy na każde wasze pytanie i wyposażymy was we wszystko, w co tylko będziemy mogli. Reszta to już wasze dzieło.

niedziela, 3 maja 2015

Przemówienie z okazji powiatowo - gminnych obchodów Narodowego Święta Konstytucji 3 maja, Strzyżów 3 maja 2015 r.

Wiwat Sejm, wiwat Naród, wiwat wszystkie Stany!

Tak 224 lata temu lud Warszawy gromko wiwatował na część twórców Ustawy Rządowej, zwanej później Konstytucją 3 Maja. Kilka dni później słowa te w strofach „Poloneza 3 Maja” śpiewano w krakowskich Sukiennicach. Wspomnienie 3 maja uwiecznione w wielu relacjach i odwołaniach wyrażało to wszystko, co dla późniejszych pokoleń stanowiło polską dumę i polską tradycję pomagającą nawet w najtrudniejszych czasach utrzymać jedność polskiego Narodu.

Szanowny Panie Burmistrzu, Czcigodny Księże Proboszczu, Szanowni Goście dzisiejszej uroczystości, Drodzy mieszkańcy miasta i gminy Strzyżów oraz powiatu strzyżowskiego

3 maja 2015 roku, 224 lata po tym, jakże ważnym dla wszystkich Polaków wydarzeniu, gromadzimy się na strzyżowskim Rynku, by podkreślić polski wysiłek i polski wkład w tworzenie demokratycznych podstaw współczesnej państwowości, która określa nas Polaków w każdym miejscu w Polsce i na świecie, także tutaj – w Strzyżowie i w powiecie strzyżowskim. Uchwalona przed ponad 200 laty Konstytucja Majowa nie mogła niestety przetrwać, nie pozwolono bowiem wówczas na umocnienie naszego Państwa, na jego samodzielny i nowoczesny byt. Konstytucja ta była jednym z ostatnich wielkich aktów I Rzeczypospolitej, stanowiąc niejako swoisty testament naszego pierwszego bytu państwowego dla późniejszych pokoleń. Mówił o tym wielki prorok naszych czasów Św. Jan Paweł II

Tradycja 3 maja należy do dziejów duszy naszego narodu... I dalej: Wolności nie można tylko posiadać .... Trzeba ją stale zdobywać i tworzyć.

Dziś, gdy widzimy, co wokół nas się dzieje, gdy w naszej Ojczyźnie jest tak wiele problemów i nierozwiązanych spraw, te słowa stają się szczególnie aktualne i szczególnie ważne. Nie możemy być obojętni. Pamiętając o 3-majowym doświadczeniu dokonujmy właściwych wyborów, powierzajmy nasz los ludziom, którzy będą odważnie budować Polskę na zasadach pokoju, solidarności, sprawiedliwości i wolności, na fundamencie wartości bliskich nam wszystkim, tych które stanowią o duszy każdej Polki i każdego Polaka. Budujmy państwo nowoczesne i zasobne, ale pamiętajmy, że będzie to możliwe tylko wówczas, gdy nasze dążenia będą mocno wsparte na fundamencie prawdy, tradycji i polskiej historii.

Kończąc niniejsze wystąpienie, pragnę skierować podziękowanie do wszystkich uczestników naszego dzisiejszego świętowania. Dziękuję za tak wiele biało-czerwonych akcentów, za pięknie przygotowane kotyliony, imponującą flagę państwową niesioną przez przedstawicieli Narodowego Strzyżowa, za biało- czerwone chorągiewki i flagi państwowe w naszych domach i mieszkaniach. Słowa wdzięczności i uznania kieruję do delegacji środowisk miasta i gminy Strzyżów oraz powiatu strzyżowskiego, orkiestry, pocztów sztandarowych, kombatantów, dzieci i młodzieży, wojska, strażaków, członków Związku Strzeleckiego i wszystkich mieszkańców. Dziękuję Czcigodnemu Księdzu Proboszczowi za sprawowanie ofiary Mszy Świętej i wspólną modlitwę za Ojczyznę, samorządowi i Panu Burmistrzowi Gminy Strzyżów za inicjatywę i współpracę przy organizacji uroczystości, a wszystkim tu obecnym za uświetnienie tegorocznych obchodów. Z okazji Narodowego Święta 3 Maja w imieniu samorządu powiatowego w Strzyżowie życzę Państwu przede wszystkim poczucia dumy z bycia Polakami, jak najlepszej działalności struktur naszego Państwa na wszystkich poziomach w służbie obywatelom. Szczególne życzenia pragnę także skierować do strażaków -  zarówno z Państwowej jak i z Ochotniczych Straży Pożarnych z okazji przypadającego 4 maja święta Świętego Floriana. Wszystkim Państwu życzę wielu miłych wrażeń podczas zaplanowanych na dzisiaj uroczystości i wydarzeń.


Dziękuję Państwu za uwagę.

poniedziałek, 9 marca 2015

Na śmierć Kapłana

Na trumnie Kaplana kładziony jest m.in. kielich mszalny i stuła. Kielich, aby także w chwili śmierci przypomnieć żywym o eucharystycznej ofierze Chrystusa, która dokonuje się po każdej Mszy Św., a stuła, aby przypomnieć o jego pośrednictwie pomiędzy Bogiem a człowiekiem.
Podczas uroczystości pogrzebowych Ks. Infułata Józefa Sondeja w Kościele Chrystusa Króla w Rzeszowie były jeszcze kwiaty. Były oczywiście przy trumnie, wiele z nich przynieśli sami uczestnicy, ale te najbardziej wzruszające były w konfesjonale - piękny, wielki bukiet czerwonych róż…
Rok temu na 100. urodzinach ks. Infułata sale II LO w Rzeszowie ledwie mogły pomieścić tych, którzy chcieli złożyć Mu uszanowanie i wyrazy wdzięczności. A ks. Infułat - jak zawsze w swojej skromnej postaci, pełen pogody ducha i spokoju, z radością spoglądał na zgromadzonych…
Był zapewne gotowy, aby w każdej chwili przyjść na wezwanie Pana. Z wdzięcznością przyjmował wszystko, co od Boga otrzymał, nigdy nie słyszałem, aby uskarżał się na cokolwiek ze swojego życia. Zapamiętałem Go jako człowieka wielkiej skromności, wewnętrznego pokoju i pogody ducha. Człowieka, który nigdy nie mówił o sobie, a zawsze o innych, który z życzliwością kierował się do każdej osoby.
Tym, co można było wynieść z rozmowy z Ks. Infułatem było wrażenie, że  był głęboko przejęty ideałami, w które niezłomnie wierzył, a które dla Niego były czymś naturalnym - naturalnym, wyniesionym zapewne z domu i młodzieńczej edukacji ośrodkiem Jego myślenia i postawy. Człowiek Kościoła, bezgranicznie oddany prawdom wiary, posłuszny i pełen szacunku dla swoich zwierzchników, a jednocześnie niezwykle przywiązany do patriotycznych wartości. Jego kazania, których słuchaliśmy także w Strzyżowie czy we Frysztaku, jak również w innych miejscowościach naszego powiatu pełne były pasji i osobistego zaangażowania. Zawsze były lekcją historii, swoistą opowieścią podejmowaną z młodzieńczą werwą nawet w ostatnich latach życia, gdy ciało odmawiało już posłuszeństwa, ale umysł ciągle jeszcze był niezwykle sprawny...
Dla mnie Ksiądz Infułat Józef Sondej na zawsze pozostanie przykładem Kaplana - kogoś takiego, kto jest nam niezwykle potrzebny w życiu, kto zapełnia lukę powstającą z naszej tęsknoty za wiecznością, za dobrem, prawdą, za pięknem. Kaplanem, który mówi nam słowem i swoim życiem, że prawdziwą drogą prowadzącą do tego świata jest Bóg. Kapłanem Najwyższego, który podejmując z radością brzemię tego pośrednictwa, ale jest jednak mocno zakorzeniony w ziemskiej rzeczywistości, podejmując to, co w niej ważne i doniosłe.
Dlatego, gdy odchodzi Kapłan, nie ma żalu. Jest smutek, bo Go nie ma już wśród nas, ale przede wszystkim jest wdzięczność i wiara. wdzięczność za kapłańską posługę i kapłańskie życie, wiara w to, że jest już tam, gdzie i my pójdziemy, na drugim brzegu, w Bożym królestwie, do którego starał się przekonać i tam popchnąć tak wiele ludzkich dusz. Czerwone róże w konfesjonale, w którym spędził wiele godzin swojego życia będą nam o tym przypominać. Bóg zapłać Księże Infułacie! Oręduj za nami i naszymi wspólnotami tam, gdzie teraz jesteś, w niebieskiej Ojczyźnie, do której prowadziłeś nas wszystkich. Wieczne odpoczywanie, racz Mu dać Panie ...

niedziela, 8 marca 2015

Rozważania na czas pokoju

Najpierw rok 1944. polska wieś na Ukrainie, na pograniczu Galicji i Wołynia. W Hucie Pieniackiej przebywało wówczas jak się szacuje około 1500 osób - naszych rodaków stale zamieszkałych w tej wiosce było około 1000, ale liczba ta się zwiększyła, gdyż schronili się tutaj przed prześladowaniami Polacy z różnych miejscowości Wołynia, poszukując pomocy i ratunku przed strasznymi mordami dokonywanymi w tym czasie w różnych miejscowościach na pobliskim Wołyniu. Schronili się przed śmiercią - większość z nich śmierć dosięgła. Wojenna nienawiść doprowadziła do strasznej zbrodni. 28 lutego wskutek jakiegoś incydentu, który stał się iskrą zapalną hitlerowcy wespół z grupami Ukraińców wymordowali niemal całą ludność tej polskiej miejscowości. Ludzi spędzono do kościoła, gdzie ich żywcem spalono, zabijano kobiety i dzieci. "Najgorsze jest to - mówiła Pani Konsul na uroczystościach  28 lutego 2015 r., że większość morderców to byli sąsiedzi, że ofiary mogły od nich się spodziewać pomocy, a znaleźli okrucieństwo i śmierć." Przejmująco o tym dramacie mówił w Hucie Pieniackiej jeden z ocalonych. Dziś po tej wiosce pozostała pusta przestrzeń, między lasami, gdzie od 1989 r. na miejscu kościoła, zbiorowych mogił widać drewniane krzyże na kilkunastu mogiłach, a nad całością góruje monumentalny pomnik w kształcie krzyża z nazwiskami pomordowanych. Każdego roku, w rocznicę zbrodni w Hucie Pieniackiej spotykają się rodziny pomordowanych, mieszkające głównie w Polsce. W tym roku z inicjatywy strony ukraińskiej, naszych partnerów z Brodów - byliśmy także my. Hołd zamordowanym składali m.in. przedstawiciele lokalnej społeczności ukraińskiej, mówiąc o strasznych czasach, w których się to stało. Zaiste straszne to były czasy, w których nienawiść i zło zaślepiły ludziom oczy i serca…
W Brodach odwiedziliśmy m.in. punkt wolontariatu. Młodzi chłopcy o żołnierskim wyglądzie opowiedzieli nam, że zajmują się organizacją pomocy dla rodaków z rejonu brodzkiego, walczących o wolną Ukrainę na wschodzie. Narzekali na słabe przygotowanie armii ukraińskiej, wielkie braki w zaopatrzeniu. Pokazywali uszyte w lokalnych zakładach apteczki dla każdego żołnierza, dobre, używane wojskowe ubrania z Niemiec i hełmy, tłumaczyli, że widzą swoją rolę nie w dostarczaniu broni, ale materiałów chroniących żołnierzy i pozwalających im przetrwać w ekstremalnych warunkach na wschodnim froncie. Dowiedzieliśmy się, że właśnie zginął 13 żołnierz ze społeczności powiatu brodzkiego, w poniedziałek po naszym wyjeździe miał się odbyć pogrzeb.
1 marca z inicjatywy Ś.P. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego obchodzimy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Bardzo mi miło. że w obchody tego dnia na naszym terenie zaangażowała się liczna grupa młodych ludzi z powiatu strzyżowskiego, wsparta przez pomoc naszych Urzędów, szkół, instytucji. Wydaje mi się, że jeżeli te obchody w naszej społeczności przeniosły się z poziomu instytucjonalnego na poziom społeczny, jeżeli w obowiązku, aby o tym pamiętać czuje się szczególnie młode pokolenie, to coś ważnego dokonało się w naszej wspólnocie. Można chyba mówić o ostatecznym przełamaniu fałszywej propagandy i kłamstwa z czasów komunistycznych. Tym bardziej to ważne, że właśnie nasz teren miał wiele wspólnego z działalnością antykomunistyczną w okresie powojennym. Tutaj działał Cieśla, docierali emisariusze Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, przetrwali żołnierze Armii Krajowej, kontynuując partyzancką wojnę. Ideały patriotyczne podejmowały młode pokolenia, czego wyrazem stała się jedna z młodzieżowych organizacji antykomunistycznych: Demokratyczna Armia Krajowa. Ci ludzie wiele wycierpieli za swój patriotyzm, niejednokrotnie moralnie, duchowo, a nawet fizycznie  zniszczono ich samych i ich rodziny. W kolejnych dziesięcioleciach zohydzono ich pamięć, zafałszowano historię, zniszczono przedwojenne ideały. Optymistyczne jest to, że jak się okazało, prawda jednak powraca, po latach, nieraz w niełatwych okolicznościach, ale jednak ostatecznie zwycięża nawet powtarzane po wielokroć kłamstwo.
I wreszcie lata osiemdziesiąte XX w. Z myśli chrześcijańskiej zrodziła się nowa, polska tradycja. Bez wystrzału ze strony opozycji, konsekwentnie, ale pokojowo, zawsze po stronie prawdy, nawet za cenę cierpienia. Z Bożą pomocą i Bożą łaską, bo inaczej chyba nie byłoby to możliwe dochodzi do pokojowego przewrotu. Polak zostaje papieżem, Polacy masowo odzyskują narodową dumę, rodzi się "Solidarność", której nie niszczy nawet stan wojenny. Wolne wybory, wyprowadzenie wojsk sowieckich, wstąpienie do Unii Europejskiej i NATO, powstanie autentycznych samorządów terytorialnych. Wszystko pokojowo, bez przelewania bratniej krwi ze strony tych, którzy dążyli do wolności, blisko Kościoła, z programowym odkrywaniem prawdy o przeszłości. To już 25 lat od tamtych wydarzeń. Patrząc na tamten czas i na dzisiejszy świat możemy być naprawdę szczęśliwi, że to się wydarzyło naprawdę, ale jednocześnie nie da się patrzyć bez niepokoju, na to, co wokół nas się dzieje.

niedziela, 11 stycznia 2015

Samorządowe plany i nadzieje

Zarząd Powiatu skierował do Rady Powiatu drugą autopoprawkę, kończąc w ten sposób przygotowania do uchwalenia budżetu Powiatu Strzyżowskiego na 2015 r. Po tych aktualizacjach jesteśmy jako samorząd przygotowani do wejścia w nowy rok budżetowy. Zawsze oczywiście mogą być jakieś niespodzianki i nieprzewidziane wydarzenia, generalnie jednak w myśleniu samorządowym chodzi o dobre planowanie podejmowanych działań, którego konkretnym wyrazem jest m.in. przełożenie tych planów na instrument, jaki mamy do dyspozycji, tj. budżet samorządowy.
Nie dysponujemy na naszym terenie taką wysokością dochodów samorządowych, która pozwoliłaby tak zaplanować wydatki, aby w jakimś przewidywalnym czasie zrealizować wszystkie tak potrzebne przedsięwzięcia inwestycyjne, społeczne oczekiwania, czy nawet oczekiwania naszych pracowników, co do wysokości wynagrodzeń. Dlatego nasze planowanie, jeżeli chcemy mimo to odpowiedzieć pozytywnie na te potrzeby musi być oparte o dostępne środki zewnętrzne. Stąd też w samorządzie powiatowym w Strzyżowie praktycznie nie realizujemy przedsięwzięć inwestycyjnych, które nie byłyby podporządkowane uzyskaniu zewnętrznego dofinansowania. Są takie projekty, do których to dofinansowanie wyniosło 50%, do innych było to 75, czy 85%, ale mieliśmy i takie przedsięwzięcia, wartościowo sięgające nawet kilku milionów złotych, które w całości zostały sfinansowane ze środków zewnętrznych.
Na początku 2015 r., na podstawie dostępnych obecnie danych mogę powiedzieć, że ten rok nie zapowiada się najgorzej. Otrzymaliśmy obecnie pierwszą zapowiedź funduszy na aktywizację osób bezrobotnych z naszego terenu i wygląda na to, że tych środków będzie stosunkowo dużo. Po realizacji dużych w naszej skali projektów: Centrum Nowoczesnych Technologii w Dobrzechowie, rewitalizacji części zabytkowych obiektów w Wiśniowej oraz rozbudowy Specjalnego Ośrodka Szkolno - Wychowawczego we Frysztaku skupiamy się obecnie razem z pracownikami i dyrektorami naszych jednostek na pełnym uruchomieniu tych przedsięwzięć, aby przynosiły jak największą korzyść naszej społeczności. W zakresie przedsięwzięć drogowych, po wykonaniu w roku ubiegłym kilku stosunkowo dużych zadań na terenie gminy Niebylec i Wiśniowa w 2015 r. chcielibyśmy przeprowadzić przede wszystkim zabezpieczenie osuwiska w Żarnowej na drodze powiatowej Strzyżów - Glinik Zaborowski - Zaborów, przebudować 3 mosty na terenie gminy Frysztak, na drodze prowadzącej do mojej rodzinnej miejscowości, tj. drodze Cieszyna - Stępina - Huta Gogołowska oraz dokończyć przygotowanie dokumentacji na przebudowę dwóch mostów na rzece Wisłok na terenie gminy Czudec, tj. mostu w Zaborowie i w Przedmieściu Czudeckim. Nowym projektem ujętym w naszym budżecie jest adaptacja poddasza w Domu Pomocy Społecznej w Gliniku Dolnym na nowe pomieszczenia dla pensjonariuszy, co pozwoli docelowo na zwiększenie liczby miejsc w tym Domu, a tym samym także stworzenie tak potrzebnych na naszym terenie nowych miejsc pracy. Inwestycja w Gliniku Dolnym realizowana jest w ramach projektu dofinansowanego w wysokości 85% ze środków Szwajcarsko - Polskiego Programu Współpracy. Do tego dochodzi jeszcze budowa chodników i innych urządzeń poprawiających bezpieczeństwo na drogach w Markuszowej i Pstrągowej, przebudowa nawierzchni w Niebylcu na drodze Niebylec - Gwoździanka - Żarnowa oraz realizacja różnych projektów społecznych i edukacyjnych. Po raz kolejny chcielibyśmy także, aby w 2015 r. nie było konieczności zaciągania nowego kredytu przez nasz samorząd, chcemy bowiem dążyć do zmniejszenia obciążeń finansowych dla naszego budżetu, wynikających z zaciągniętych wcześniej kredytów na realizację dużych projektów inwestycyjnych.
Jest to ważne także dlatego, że właśnie rozpoczęła się nowa kadencja naszych samorządów, a jej głównym elementem będzie zapewne możliwość wykorzystania dużych pieniędzy z Unii Europejskiej w nowej perspektywie finansowej. Praktycznie wygląda to tak, że choć nowa perspektywa formalnie rozpoczęła się w 2014 r., to jednak ze względu na ciągnące się procedury wstępne, także rok 2015 będzie zapewne rokiem "pustym" w tym zakresie, tzn. nie zostaną zakontraktowane jeszcze żadne projekty finansowane z tej nowej perspektywy. Tym samym w 2016 r. skumulują się do wykorzystania środki z 3 lat, tj. z roku 2014, 2015 i 2016. Trzeba jednak pamiętać, że choć pieniędzy będzie dużo, to ich wykorzystanie będzie jeszcze trudniejsze niż w kończącej się obecnie perspektywie, co oznacza, że musimy się solidnie przygotować do ich wykorzystania. Temu celowi ma właśnie służyć opracowanie w bieżącym roku nowej Strategii rozwoju powiatu strzyżowskiego, co zaproponowaliśmy Radzie Powiatu w ostatniej autopoprawce.
Moim i naszym marzeniem jest, aby w tej nowej perspektywie finansowej udało się przede wszystkim zrealizować zewnętrzne inwestycje drogowe na obszarze powiatu strzyżowskiego. I mam nadzieję, że mimo iż z obszaru powiatu nie mamy niestety radnego w Sejmiku Województwa Podkarpackiego, to jednak samorząd ten zrealizuje na naszym terenie od lat oczekiwane inwestycje: dużą obwodnicę Strzyżowa, obwodnicę Czudca, być może Wiśniowej oraz przebudowę i modernizację dróg wojewódzkich na naszym terenie - przede wszystkim Babica - Twierdza, ale także Wiśniowa - Ropczyce i Strzyżów - Lutcza. Praktycznie już przesądzona jest - po stanowczych staraniach Marszałka Województwa, naszych wnioskach, złożonych podczas pamiętnej sesji Rady Powiatu w listopadzie 2013 r. i ostatnich decyzjach Rządu RP - budowa pierwszego odcinka drogi S -19 na obszarze powiatu strzyżowskiego: od węzła Kielanówka (Rzeszów południe) do węzła Babica. Mamy nadzieję, że będzie to budowa taka jak była projektowana i uzgadniana z samorządami z naszego terenu, tj. z tunelem i poszanowaniem sąsiedztwa budynków mieszkalnych. Zakończenie tego odcinka drogi ekspresowej pozwoliłoby na separację ruchu tranzytowego i miejscowego, zapewniając z jednej strony szybsze włączenie się do sieci autostrad, a z drugiej łatwiejszy dostęp do Rzeszowa - taki też był cel naszej argumentacji, uzasadniającej konieczność podziału odcinka drogi ekspresowej S-19 na mniejsze części, co znacznie upłynni ruch na osi południe - północ w naszym regionie, poprawiając też znacznie warunki komunikacyjne w powiecie strzyżowskim.
Z naszej strony planujemy, aby ze środków europejskich zrealizować przede wszystkim modernizację dwóch drewnianych jeszcze mostów na Wisłoku w ciągu dróg powiatowych na terenie gminy Czudec oraz dokończyć rozbudowę i modernizację sprzętową Szpitala Powiatowego w Strzyżowie. To zadania na ponad 25 mln zł i bez większości środków z zewnątrz nie będziemy w stanie ich sfinansować z własnego budżetu. Myślimy też o innych zadaniach, w tym o przygotowaniu nowych terenów inwestycyjnych, co jednak przede wszystkim powinno być zadaniem samorządów gminnych. W tym kontekście cieszą deklaracje nowych szefów samorządów gmin o podjęciu starań o utworzenie specjalnych stref ekonomicznych, co jest niezwykle potrzebnym instrumentem dla przyśpieszenia rozwoju gospodarczego, czy wręcz rewitalizacji zdegradowanych terenów przemysłowych w aktualnych uwarunkowaniach.
Przed nami poważna praca do wykonania. Trzeba już zdecydowanie zakończyć trudny okres wyborczy, zjednoczyć siły i mądrze rozplanować działania z wykorzystaniem wszystkich dostępnych sil i środków, aby jak najwięcej pożytecznych przedsięwzięć mogło zostać solidnie przygotowanych i wdrożonych w najbliższych latach we wszystkich naszych miejscowościach. Do tego jesteśmy powołani jako przedstawiciele naszej społeczności i chyba tego przede wszystkim od nas oczekują nasi mieszkańcy.

czwartek, 1 stycznia 2015

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO 2015 ROKU


Życzę Państwu Szczęśliwego 2015 Roku. Wielu wspaniałych dni i samych miłych niespodzianek.
Robert Godek
Starosta Strzyżowski

wtorek, 30 grudnia 2014

Społeczne mity i wyborczy kontrakt

Obserwujemy od pewnego czasu jakieś zafałszowanie postrzegania działalności publicznej. Tak jakby trochę inspirowani z różnych stron, zwłaszcza hałaśliwym i podstępnym często przekazem medialnym i to zarówno na poziomie lokalnym, regionalnym jak i ogólnopolskim, pochopnie  zaadaptowaliśmy ten obraz jako swój własny, mimo że z prawdziwą rzeczywistością ma on niewiele wspólnego.
Wmawia się nam często, że działalność publiczna jest bezwartościowa i niecelowa, szkoda się więc w nią angażować. To bardzo stary i ugruntowany motyw obecny od stuleci w naszej tradycji. Rzeczywiście, gdy tak jak my Polacy przez tyle lat nie mieliśmy swojego państwa, gdy rządzili nami obcy, a władza nie pochodziła z wyboru, ale z mianowania, trudno było pochwalać takie zaangażowanie i wspierać taką władzę. Utrwalanie jednak dzisiaj tego stereotypu, co w niektórych środowiskach uchodzi wręcz za cnotę jest po prostu głupotą, będącą na rękę z jednej strony politycznym cwaniakom, którzy np. w lokalnych strukturach mają na tyle mocną pozycję chociażby rodzinną, że mniejsza frekwencja pozwala im łatwo osiągać kolejny wyborczy sukces (były takie gminy w Polsce, gdzie do funkcji radnego we wszystkich okręgach zgłoszono tylko po jednym kandydacie), z drugiej strony osłabia struktury państwowe, co jest na rękę wszystkim, którzy nie bardzo Polskę lubią.
Tymczasem tak naprawdę bardzo potrzeba nam zaangażowania publicznego, umiejętności współdziałania, zainteresowania dobrem nie tylko indywidualnym, ale i wspólnotowym. Tu też często irytującym jest kontrast, jaki wynika z kolejnego zafałszowania życia publicznego w naszym kraju. Są środowiska, które swoje publiczne zaangażowanie ograniczają tylko do krytyki. Czytając i słuchając takich ludzi ma się wrażenie, że dla nich każda władza jest zła, a zwłaszcza taka, która nie jest ich własną. Wszystkie zaś osoby, które otrzymały jakiś mandat do sprawowania demokratycznej funkcji, niezależnie od swoich dokonań, postawy osobistej czy też liczby uzyskanych głosów są z góry przez takich rezonerów przekreślane w każdej wyrażanej wszem i wobec opinii, no bo… właśnie, nie są nimi samymi, nie mają więc nie tylko ich zdaniem prawa do sprawowania takiego mandatu, ale nawet do ubiegania się o konkretną funkcję (sic!), o czym bezczelnie krzyczą nieraz anonimowo na internetowych forach. Na co dzień obserwujemy to szczególnie w popularnych mediach, które jeżeli nie wyszydzają wszystkiego, co tradycyjnie polskie, to z rzadka tylko pokazują coś pozytywnego - no chyba że z politycznego, rządowego nakazu. Doprosić się zaś, żeby pokazano lub upowszechniono coś pozytywnego z poziomu lokalnego, mimo że są to najczęściej media publiczne, graniczy niemal z cudem. Jeżeli zaś nie daj Boże zdarzy się coś niezbyt chlubnego jakiemuś nawet zwykłemu radnemu, potrafią z kamerami godzinami czatować pod jego domem, aby tylko triumfalnie pokazać to jako sensację dnia na całą Polskę - jak to miało nie tak dawno miejsce w naszym powiecie. To jakieś kuriozalne skrzywienie mediów i samych dziennikarzy, które nie tylko nie sprzyja, ale wręcz programowo osłabia naszą wspólnotę i naszą demokrację.
Te hałaśliwe, anonimowo wyrażane opinie swoim natarczywym stylem starają się zakrzyczeć jakiekolwiek inne poglądy, osoby za nimi stojące najczęściej nie znoszą sprzeciwu, nie mają żadnych skrupułów w atakowaniu swoich adwersarzy, nawet nie starając się dyskutować o poglądach, ani oddzielać ich od niezbywalnej przecież godności każdego człowieka.
Tym bardziej więc cieszy, że ta medialna, wykorzystująca różne kanały przekazu nagonka z rzadka tylko trafia do szerokiej opinii publicznej, a sami wyborcy z coraz większym przymrużeniem oka traktują medialne manipulacje. Może i sami dziennikarze w końcu zrozumieją, że ich podstawową rolą jest nie osłabianie, ale wzmacnianie naszej wspólnoty, co nie jest sprzeczne z dążeniem do prawdy i brakiem cenzury?
Tak czy inaczej warto przypomnieć, że mandat radnego, Wójta, Burmistrza, Starosty czy Marszałka, podobnie jak Posła, Senatora czy nawet Premiera i Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, to zaszczytna funkcja sprawowana na określony czas w imieniu naszej wspólnoty. Składając przyrzeczenie potwierdzamy wolę jak najlepszego, zgodnego z naszymi umiejętnościami wypełnienia powierzonych zadań. Podczas sprawowania mandatu mamy pełne prawo korzystać z zakreślonych prawem przywilejów czy raczej uprawnień związanych z daną funkcją, a wypełnianie naszych obowiązków w trakcie kadencji poddane jest wielu różnorodnym procedurom kontrolnym, aby uniknąć jakichkolwiek nadużyć. Stajemy się osobami publicznymi, wszyscy więc mogą korzystać z kontaktu z nami, dokonywać ocen naszej działalności itp., ale także w granicach zakreślonych prawem, a chcielibyśmy także, żeby mieściło się to po prostu w granicach zwykłej ludzkiej przyzwoitości…
Z naszymi wyborcami, których w wielu przypadkach nie znamy przecież osobiście zawieramy swoisty kontrakt. Głosując na nas, mają oni zapewne nadzieję, że w okresie sprawowania danego mandatu będziemy ich godnie reprezentować, chcą też liczyć na dobrze rozumiane korzyści związane z zadaniami danego ciała przedstawicielskiego. Przeciwstawić się należy kolejnej niestety powtarzanej zwłaszcza przez wyżej naszkicowanych rezonerów, fałszywej, deprecjonującej wyborców opinii, że zachowują się oni nieracjonalnie. Wręcz odwrotnie, biorąc udział w głosowaniu wyborcy najczęściej mają dokładnie sprecyzowane zdanie, kogo i dlaczego chcą poprzeć. Oddając głos czasami kierują się względami powierzchownymi, czasem osobistą znajomością, jestem jednak przekonany, że w decydujący sposób o tym, kto zostanie wybrany decydują inne czynniki w większości racjonalne, związane z oczekiwaniami i potrzebami danej wspólnoty. Jako wybrani przedstawiciele tych wspólnot mamy więc okres kadencji na realizację tego kontraktu. Przez ten czas mamy prawo i obowiązek reprezentować naszą wspólnotę, jak również postarać się o realizację tego, o czym mówiliśmy w kampanii wyborczej, swojego programu wyborczego. Wypełnianie danej funkcji nie może bowiem skończyć się tylko na reprezentowaniu. Jeżeli nie odpowiemy naszą działalnością na potrzeby naszej wspólnoty i oczekiwania naszych wyborców, to tylko w części wypełnimy zawarty z nimi podczas wyborów kontrakt. Nie jest to zadanie łatwe i to na każdym poziomie, ale taki właśnie moim zdaniem  jest sens demokratycznego sprawowania władzy.

czwartek, 25 grudnia 2014

sobota, 13 grudnia 2014

Gdy opada wyborczy kurz

Trochę już zapomnieliśmy jak ważna jest demokracja. Szczycimy się oczywiście tym, że żyjemy w państwie demokratycznym, utyskujemy mniej lub bardziej na jego słabości i przywary, narzekamy na wiele z tego, co nas otacza, ale jednocześnie chcemy być widziani jako obywatele demokratycznego kraju, z pewną wyższością nawet patrząc na tych, którym - jak obserwujemy w doniesieniach medialnych - brakuje standardów powszechnie uznawanych za demokratyczne.
13 grudnia warto przypomnieć, że solą demokracji, jej fundamentem we współczesnym świecie są wolne wybory. Nie jest możliwa wolność społeczna, swoboda polityczna, sam system demokratyczny, bez instrumentów zapewniających wolne wybory, czyli swobodne w znaczeniu czynnym i biernym wybieranie naszych przedstawicieli do różnych organów władz państwowych. Chodzi o to, żeby nie tylko w teorii, ale i w praktyce możliwe było kandydowanie na każdy urząd publiczny oraz oddanie głosu przez każdego uprawnionego na mocy przyjętych przepisów prawnych obywatela w akcie głosowania, poprzez który następuje wskazanie osób do pełnienia określonych funkcji publicznych. Elekcja, wybór przedstawicieli do władz demokratycznych wspólnot, zakreślenie w czasie ich uprawnień na tych stanowiskach, czyli kadencja, po której następują kolejne wybory, to fundamentalne zasady demokracji przedstawicielskiej, z jaką mamy do czynienia we współczesnym świecie. Rolą instytucji państwa jest wdrożenie takich instrumentów i procedur, które zapewniać będą pełną przejrzystość, ale i sprawność tego procesu, które pozwolą obywatelom żywić zaufanie, że każdy akt elekcji spełnia standardy w pełni wolnych wyborów i że odzwierciedla rzeczywiste społeczne poparcie dla poszczególnych osób i grup (np. partii politycznych, komitetów wyborczych itd.) ubiegających się o dane stanowiska. Jeżeli zabraknie tego zaufania, rozerwany zostaje konieczny dla systemu demokratycznego związek pomiędzy polityczną praktyką a wartościami powszechnie uznawanymi w społeczeństwie za obowiązujące, naruszona zostaje fundamentalna zasada prawdy i prawdziwości, rodzi się więc kryzys zaufania, ale i kryzys przynależności, gdy ostatecznie dochodzi do odnowienia znanego z nieodległej przecież historii podziału na: my - społeczeństwo i oni - władza.
Dymisja wszystkich członków Państwowej Komisji Wyborczej, społeczne protesty po ostatnich wyborach samorządowych, nie wspominając już o szeroko komentowanej awarii wyborczego systemu komputerowego, pokazały dobitnie, jak ważnym procesem jest odpowiednie i sprawne przygotowanie wyborów. Niestety nie da się tego określić inaczej jak tylko kompromitacją naszego systemu wyborczego, gdy liczba głosów nieważnych oscyluje wokół 20%, jak w wyborach do Rad Powiatów i Sejmików Województw. Do tego dochodzi niska frekwencja, która w naszych głosowaniach rzadko przekracza 50% uprawnionych.
Wybory nie są łatwym procesem. Obserwujemy to najbliżej nas podczas wyborów samorządowych, gdy kandydują nie znane co najwyżej z ekranów telewizyjnych osoby, jak w wyborach parlamentarnych, ale osoby, które znamy bezpośrednio: z sąsiedztwa, z naszej miejscowości, zakładu pracy. Wielu jest takich, którzy z góry uważają, że żadna z osób kandydujących nie powinna aspirować do danej funkcji publicznej, albo też przypisują wszystkim kandydatom nieczyste intencje, dlatego niejako "programowo" rezygnują z głosowania, świadomie odmawiając udziału w życiu państwa. I trzeba jasno powiedzieć, że mają do tego pełne prawo, gdyż udział w wyborach nie jest obowiązkiem, ale przywilejem obywateli, zgodnie z naszymi przepisami prawnymi, dlatego też nie powinni z tego tytułu ponosić żadnych konsekwencji - ani społecznych, ani tym bardziej prawnych czy administracyjnych. Tyle że chciałoby się zapytać czy zrobiono wystarczająco dużo, aby uświadomić obywatelom znaczenia aktu wyborczego, zachęcić do udziału w wyborach, ukazać ich znaczenie. Czy to nie powinno być zadaniem organów nadzorujących wybory, niejako strażników naszego systemu demokratycznego?
W wyborach samorządowych - również odmiennie niż w parlamentarnych - trudniej nam przychodzi akceptować prawo każdego obywatela do ubiegania się o publiczny urząd. Deklaratoryjnie oczywiście akceptujemy tę zasadę, niby w pełni się z nią zgadzając. Gdy jednak przychodzi do konkretów, okazuje się, że sami kandydaci, zwłaszcza tacy, którzy wcześniej piastowali daną funkcję, niejednokrotnie nie są zbyt zadowoleni, że do tego samego stanowiska kandyduje ktoś inny np. z danej miejscowości. Rodzą się frustracje, wzajemne pretensje, oskarżenia o nieuczciwość. Patologią trzeba nazwać tworzenie lokalnych układów, których celem jest uniemożliwienie startu w wyborach innym kandydatom, aby w ten sposób, poprzez ograniczenie wyborcom pola wyboru, doprowadzić do elekcji danej osoby. Smutne jest również, gdy nie umiemy oddzielić tego, co prywatne od tego, co publiczne, gdy okazuje się, że ze względu na wyborcze meandry, zawiązane lub rozwiązane koalicje, taki a nie inny wynik wyborów, nawet sam start w wyborach, kończą się międzyludzkie przyjaźnie, a inną wizję zaangażowania społecznego, uważa się za osobisty afront. Tak czy tak, każde wybory niosą ze sobą wiele niespodzianek, czasami satysfakcji, ale również nieuniknionych rozczarowań, gdy okazuje się, że ci, na których liczyliśmy, nie do końca pozytywnie odpowiedzieli na nasze oczekiwania.
Podkreślmy jednak, że wolne wybory, choć niezwykle ważne dla demokratycznego systemu państwowego, nie są celem samym w sobie. Są środkiem do celu, którym jest wyłonienie do reprezentacji społeczeństwa osób, które ze względu na liczbę zdobytych głosów, wg przyjętego prawnie systemu ich liczenia, są do tego wskazane przez obywateli biorących udział w głosowaniu. To jednak tylko początek drogi. Nie chodzi bowiem tylko o to, aby poprzez głosowanie dać uprawnienie naszym reprezentantom do sprawowania władzy, ale o to, aby w okresie jej sprawowania potrafili oni skutecznie wypełniać powierzony im mandat, w odpowiedni, godny sposób, jak również z pożytkiem dla tych, których mają reprezentować. W moim przekonaniu chodzi przede wszystkim o to, aby uczciwy akt wyborczy gwarantował wyłonienie sprawnej reprezentacji politycznej danej wspólnoty, to znaczy takiej, która potrafi realizować ważne dla tej wspólnoty zadania. W tym miejscu pojawia się problem większości i problem współpracy. Budowanie większości w ciałach demokratycznych, takich jak rady samorządowe czy parlament ma służyć temu, aby zapewnić równowagę pomiędzy koniecznością reprezentowania wszystkich wyborców a sprawnością działania danych przedstawicielstw. Jest to proces niezwykle ważny: gdy nie zaistnieje w sposób właściwy, obserwujemy często niekończące się spory, a w skrajnych przypadkach nawet paraliż działań instytucji publicznych. Wola współpracy z kolei, choć nieraz trudna ze względu na niedawną wyborczą rywalizację, osobiste, środowiskowe, czy partyjne uprzedzenia oznacza uznanie prawa wszystkich wybranych do reprezentowania swoich wyborców w okresie kadencji, jest faktycznym respektowaniem podstawowych zasad demokratycznego systemu sprawowania władzy.
Tak więc, gdy opada wyborczy kurz, gdy przeżyliśmy wszystkie wyborcze potyczki i rozterki, gdy pogodziliśmy się już z rozczarowaniami, pozostaje zakończyć ten trudny okres - chciałoby się powiedzieć: należy rozejrzeć się dokoła i wziąć się do pracy. Każdy mandat społecznego zaufania, podobnie jak każdy wyborczy głos jest tej samej wartości. Ten, kto go otrzymał, ma do niego pełne prawo. Nikt nie został jednak wybrany tylko po to, aby pełnić daną funkcję. Potwierdzimy wartość demokracji, gdy z tych wyborów coś wyniknie dla ludzi, dla społeczności którą reprezentujemy. Gdy, jak to zapowiadaliśmy w kampanii wyborczej, zrealizujemy nasz program: inwestycje, o których mówiliśmy, przedsięwzięcia społeczne, projekty rozwojowe. Gdy władza, którą nam dano, będzie służyć tylko samej sobie, gdy tłumaczyć tylko będziemy, dlaczego nie da się zrobić tego, czego potrzeba naszym wspólnotom, trudno jest mówić o sprawności demokracji. Nawet najszersze towarzyskie grono, utwierdzające nas w dobrym mniemaniu o sobie, nie przesłoni bowiem tej prostej prawdy, że w sprawowaniu władzy nie chodzi o samą władzę, ale o instrument, który pozwoli realizować naszą wizję potrzeb i oczekiwań tej wspólnoty, którą przyszło nam reprezentować.

wtorek, 11 listopada 2014

Przemówienie z okazji Narodowego Święta Niepodległości – Strzyżów 11.11.2014 r.



„Spojrzał Bóg na ucisk swojego ludu, wysłuchał jego jęczenia, zlitował się i stanął po naszej stronie: skruszył nieznośne nam więzy i oddał nam wolną, niezależną i zjednoczoną Ojczyznę” - pisał członek Rady Regencyjnej, arcybiskup, metropolita warszawski Aleksander Kakowski, nazajutrz po proklamowaniu przez Polskę niepodległości.

Czcigodni Księża, Dostojni Goście, Szanowni Państwo, Droga młodzieży!

Historia naszej Niepodległej Ojczyzny ma wiele twarzy. Tworzy ją wiele ważnych wydarzeń i postaci znanych z kart historii. Tych wszystkich, którzy na przestrzeni wieków walczyli o wolność Polski i tych którzy swoją postawą położyli fundamenty pod niezależne i wolne państwo polskie, a następnie przyczynili się do jego utrwalenia i rozwoju. Ich wszystkich wspominamy z szacunkiem 11 listopada – w Święto Niepodległej Rzeczypospolitej. Tak jak 96 lat temu, tak i dziś wspólnie cieszymy się z własnego domu – Polski, która po 123 latach zawłaszczenia przez obce mocarstwa przed 96 laty znów pojawiła się na mapie Europy. W l918 r. Ojczyzna przechowywana od ponad wieków tylko w sercach, myślach i marzeniach Polaków znów stała się państwem niepodległym. Przypomnijmy, że twórca naszej niepodległości, Marszałek Józef Piłsudski, pod którego pomnikiem odbywa się nasze patriotyczne spotkanie uważał, że Polska otrzymała niepodległość nie dlatego, że I wojna światowa zakończyła się klęską wszystkich trzech zaborców, ale dlatego że podjęła o nią walkę, że zbudowała wszystko to, co jest potrzebne, aby państwo niepodległe mogło powstać i szybko się ukształtować.
W 1989 r. Polska po raz drugi narodziła się jako kraj niepodległy. W bieżącym roku obchodzimy dwudziestopięcioletni jubileusz naszego nowego, odrodzonego do wolności  Państwa. Zbyt wiele ciągle w naszym kraju problemów, zbyt wiele podziałów i trudnych doświadczeń, aby hucznie świętować tę rocznicę. Mamy jednak wszyscy nadzieję, że jako kraj należący do NATO i Unii Europejskiej realnie, a nie tylko formalnie należymy do rodziny wolnych narodów i demokratycznych Państw, których niepodległość jest wzajemnie gwarantowana.
Niech mi będzie wolno stwierdzić, że tym niewątpliwym dorobkiem naszej wolnej Ojczyzny są m.in. samorządy terytorialne, których działalność pozwoliła na uwolnienie kreatywności i zrealizowanie wielu dobrych przedsięwzięć na poziomie regionalnych i lokalnych wspólnot. Choć i tutaj znajdziemy zapewne różne uchybienia, to jednak dzięki samorządom widać chyba najlepiej rozwój naszego Państwa – tam, gdzie jest ono najbliżej obywatela i mieszkańca – w gminie, powiecie, województwie.

Czcigodny Księża, Szanowni Państwo!
W  najbliższych dniach zakończy się czteroletnia kadencja władz samorządowych. 16 listopada wybierzemy nowe władze lokalne i regionalne. Jako Starosta Strzyżowski chciałbym wszystkim Państwu serdecznie podziękować za czteroletnią współpracę, a także za liczny udział w naszych uroczystościach patriotycznych, który zawsze napawał nas dumą i dodawał siły do dalszej, niełatwej pracy. Wspólnie z Panem Wicestarostą, członkami Zarządu, Radą Powiatu przez ostatnie cztery lata staraliśmy się jak najlepiej służyć naszej wspólnocie poprzez przygotowanie i realizację wielu ważnych projektów, a także wypełnienie zadań państwowych, służących zaspokojeniu potrzeb mieszkańców naszego powiatu. W imieniu swoim, Zarządu i Rady Powiatu w Strzyżowie IV kadencji chciałbym serdecznie podziękować Czcigodnym Księżom, współpracującym samorządom, podmiotom gospodarczym i stowarzyszeniom, dyrektorom i pracownikom naszych jednostek oraz mieszkańcom za okazaną życzliwość, wspólne przedsięwzięcia oraz za cały ten okres pełen dobrej, rzetelnej pracy. Zachęcam wszystkich Państwa do udziału w wyborach samorządowych 16 listopada. Każdy z nas będzie miał do oddania cztery głosy na cztery różne karty, aby wybrać naszych przedstawicieli do Rady Gminy, Rady Powiatu, Sejmiku Województwa oraz Burmistrza Strzyżowa lub Wójta jednej z naszych gmin.
Nowa kadencja władz samorządowych będzie niezwykle ważna, gdyż w tym okresie rozstrzygną się zapewne losy największych inwestycji i projektów dotyczących naszego terenu. Mówi się bowiem powszechnie, że zapewne po roku 2020 nasz kraj nie będzie miał już tak dużych pieniędzy do wykorzystania jak obecnie. Jest wielu kandydatów startujących w tych wyborach. Nie chciałbym w tym miejscu prowadzić agitacji wyborczej, nie chciałbym też urazić żadnego z kandydatów, ale czuję się w obowiązku powiedzieć, że sprawą bardzo ważną jest, aby społeczność powiatu strzyżowskiego miała swojego przedstawiciela wśród radnych Województwa Podkarpackiego. Jesteśmy bowiem blisko bardzo ważnych decyzji dotyczących miasta i powiatu, w tym sprawy dużej obwodnicy Strzyżowa – od Żarnowej do Dobrzechowa, obwodnicy Czudca, Wiśniowej, gruntownej modernizacji głównej naszej drogi 988. Żeby te inwestycje doszły do skutku, powinien tego przypilnować nasz przedstawiciel w samorządzie wojewódzkim. Jednak, aby tak się stało, konieczne jest, aby jedna z osób kandydujących uzyskała 6 tys. głosów. Dlatego zwracam się z prośbą o oddanie głosu w tych wyborach na kolegę Wacława Szarego, strzyżowianina, sprawdzonego samorządowca i przedsiębiorcę, którego doświadczenie i osobista postawa gwarantuje, że będziemy mieć godnego reprezentanta w Sejmiku. Reprezentanta, który z naszym poparciem będzie mógł skutecznie zabiegać o te, jakże ważne dla nas wszystkich sprawy.
Czcigodni Księża, Szanowni Państwo
Jeszcze raz pragnę Państwu serdecznie podziękować za współpracę i obecność podczas dzisiejszej uroczystości. Dziękuję Panu Burmistrzowi i jednostkom gminy Strzyżów za jej współorganizację. Dziękuję mieszkańcom, orkiestrze strażackiej, pocztom sztandarowym, dzieciom i młodzieży z Waszymi opiekunami, w tym wspaniałym przedszkolakom, Podhalańczykom, Państwu Kombatantom, wszystkim oficjalnym delegacjom, które uczestniczą w dzisiejszych obchodach. Dziękuję Związkowi Strzeleckiemu oraz tym wszystkim, którzy za swój patriotyczny obowiązek uważają wywieszenie flag państwowych i - oddając trochę ze swojego wolnego czasu - obecność na uroczystościach z okazji świąt państwowych i narodowych. Kończąc niniejsze wystąpienie, jednocześnie zapraszam wszystkich Państwa do uczestnictwa w dalszej części uroczystości, a w imieniu swoim, Pana Wicestarosty Jana Stodolaka oraz Księdza Proboszcza Macieja Figury na godz. 16.00 do Kościoła Parafialnego w Dobrzechowie na VII Patriotyczne Spotkania Chóralne, w których wezmą udział zespoły chóralne z całego powiatu strzyżowskiego pt. „Z pieśnią ku wolności”.

Dziękuję za uwagę.

piątek, 11 lipca 2014

Etos służby publicznej

W zasadzie mogłoby się wydawać, że praca w administracji publicznej nie jest niczym wyjątkowym. Wymaga od nas określonych kwalifikacji, wykształcenia, czy przygotowania zawodowego, znajomości pewnych prawideł, którymi w tym wypadku są przede wszystkim przepisy prawa, umiejętności ich stosowania itp. Podobnie jest we wszystkich zawodach: musimy najpierw poznać ich tajniki, używane instrumentarium, nauczyć się stosowania odpowiednich narzędzi w praktyce. Jak w każdym zawodzie, także w administracji można być doskonałym, albo też tylko dobrym pracownikiem, można swoją pracę wykonywać odtwórczo, bez polotu, albo też wykazać się kreatywnością i umiejętnością sprawnego wykonywania powierzonych zadań. Jak w innych zawodach także tutaj można być mistrzem albo tylko czeladnikiem...
Mimo to jednak w powszechnej opinii od pracowników administracji publicznej oczekuje się czegoś więcej. Wynika to zapewne z rozpowszechnionego, aczkolwiek nie do końca prawdziwego przekonania, że przecież pracownicy administracji publicznej opłacani są z naszych podatków. Na pewno tak jest, ale jednocześnie podobnie opłacani są nauczyciele, lekarze, nawet pracownicy przedsiębiorstw, czy handlu nie będą mieć swoich wynagrodzeń, jeżeli nie zapłacimy ze swoich pieniędzy za wytworzone przez nich produkty. Tak więc każda społeczność i obowiązujące w niej reguły gospodarcze to skomplikowany system naczyń połączonych, w którym sposób powiązań określony jest umownie, wg przyjętych rozwiązań.
Etos, a więc swoisty zbiór zasad, obyczajów, norm i zachowań odnieść możemy do różnych rzeczywistości. Można mówić o etosie obowiązującym w danej wspólnocie, etosie związanym z pracą, specyficznym etosie ról społecznych czy określonego miejsca. Jest też w naszej kulturze pojęcie etosu zawodowego. Każdy bowiem zawód niesie ze sobą określony zestaw wzorców, pozytywnych norm wokół których kształtuje się praktyka jego wykonywania. Etos jest bliski pojęciu ideału, zawiera bowiem tylko wzorce pozytywne, normy idealne, których realizację uznajemy za pożądaną, a z kolei ich zaprzeczenie - gdy dotyczy czegoś, za co na przykład zapłaciliśmy - może nawet wyprowadzić nas z równowagi. Jesteśmy bowiem wówczas przekonani, że ktoś, kto zgodnie z naszą wizją danego zawodu ugruntowaną w powszechnym przekonaniu, powinien to zadanie wykonać w określony sposób, wykonał je niewłaściwie, a więc naruszył zasady etosu, uznawane przez nas za powszechnie obowiązujące.
Tym co rzeczywiście różni etos pracy w administracji publicznej od wykonywania zwykłego zawodu jest pojęcie służby, którego dzisiaj coraz rzadziej używamy. Nawet określenie służba zdrowia w oficjalnych dokumentach, ale i w potocznym języku coraz częściej zastępowane jest przez ochronę zdrowia. Pojęcie służby jest bowiem trudniejsze. Zakłada, że coś jest ponad, że czynności wykonywane przeze mnie są czemuś podporządkowane. W wykonywaniu samej pracy zaś bez tego akcentu mogę uważać, że zależy ona tylko i wyłącznie ode mnie, jest częścią mojej i tylko mojej indywidualności - rozliczam się z niej niejako wyłącznie przed sobą samym. W tym podejściu praca jest tylko sposobem na zapewnienie sobie środków do życia i w gruncie rzeczy traktuję ją całkowicie instrumentalnie, nie zwracając uwagi na inne okoliczności.
O ile można się zgodzić z takim podejściem w wielu zawodach, choć często jego wynikiem jest mniejsze lub większe naruszenie norm składających się na etos jego wykonywania, to jednak z samej istoty administracji publicznej wynika to, że nie może być ona traktowana jako zwykłe wykonywanie swojego zawodu w sensie wyuczonych czynności. W przeszłości rozumiano to doskonale, dlatego też znacznie mocniej niż obecnie z wykonywaniem zadań publicznych wiązał się społeczny prestiż. Wraz z powstaniem współczesnych państw w XIX w. ukształtował się zróżnicowany nieco w zależności od kraju, ale jednak istniejący etos pracy w administracji publicznej. Jego społeczne ugruntowanie potwierdzają nawet liczne odmiany pejoratywnych określeń jak biurokracja, stereotyp urzędnika itp. Dla ścisłości dodajmy, że nierzadko owe określenia bywały uzasadnione, odzwierciedlając faktyczną jakość i metody oraz cele pracy administracyjnej.
Z natury swojej bowiem praca w administracji łączy się ze sprawowaniem władzy. Przy tym warto zauważyć, że poza efektem skali jakościowo cecha ta - sprawowanie władzy publicznej - jest taka sama zarówno dla urzędnika wydającego decyzję administracyjną, jak i radnego, policjanta, konstytucyjnego ministra czy nawet premiera. 
Właściwie pojmowany etos pracy w administracji publicznej, która w mniejszym lub większym stopniu oznacza wypełnianie zadań władzy publicznej, musi łączyć się z pojęciem służby. Trzeba bowiem wiedzieć i być o tym przekonanym, że moja praca czemuś służy, że wykonuję zadania nie w swoim imieniu, ale w imieniu określonej wspólnoty, przede wszystkim wspólnoty państwowej, której - pracując w publicznej administracji - jestem elementem. W przypadku administracji samorządowej, w związku z zawartą umową co do funkcjonowania naszego Państwa do paradygmatu służby państwowej dołączyć należy jeszcze jedną zasadę - służby ogółowi mieszkańców, który stanowi dany samorząd.
Chyba w tym obszarze pojawia się jakże częste niestety zasadnicze nieporozumienie. Jeżeli bowiem w sprawowaniu funkcji publicznej nie potrafi się oddzielić spraw prywatnych od publicznych, jeżeli praca w administracji, w tym wykonywanie funkcji państwowych traktowane jest jako okazja do łatwiejszego załatwienia  prywatnych spraw i interesów, mamy prawo czuć się zawiedzeni i oszukani. Co więcej - mimo że sami często mamy różne słabości - od osób publicznych oczekujemy zachowania na określonym poziomie, uważając że powinny dawać przykład innym. Czy chcemy, czy nie taki jest ów ideał, paradygmat, czy inaczej etos publicznej służby. Mogą nam tłumaczyć, że przecież mamy takich polityków, jakie jest społeczeństwo, że prywatnie to co innego niż publicznie, że brak kultury prywatnie nie dyskredytuje kogoś w przestrzeni publicznej, ale rzadko się zdarzy, byśmy  dopuszczali, by tak działo się powszechnie. Każdy urzędnik powinien wiedzieć, że sprawy urzędowe załatwia się w urzędzie, że nie mogę uzależniać załatwienia danej sprawy od jakichś indywidualnych czy nawet zbiorowych korzyści, a współcześnie że sektor publiczny powinien być ściśle oddzielony od sektora prywatnego.
Co więc składa się dzisiaj na ów etos pracy w administracji publicznej w demokratycznym państwie? Na pewno będzie to po pierwsze uznanie, że praca tego typu służy nie tylko osobie ją wykonującej, ale jest elementem składającym się na wykonywanie funkcji Państwa. Dalej będzie to rozumienie usługowej roli pracownika administracji publicznej, który w demokratycznym państwie ma w granicach prawa pomagać wszystkim obywatelom. Następnie ważne jest wykształcenie umiejętności bezstronnego załatwiania spraw oraz precyzji i dokładności, a także dotrzymywania wyznaczonych terminów w wykonywanych czynnościach. Jak już wyżej wskazano od pracowników administracji publicznej oczekujemy również wysokich standardów etycznych - zarówno w miejscu pracy, jak i poza nim, stąd też zawsze będziemy się oburzać, gdy przedstawiciele naszego Państwa oficjalnie mówią coś innego, niż rzeczywiście sądzą. No i - last but not least liczy się także umiejętność poprawnego stosowania języka ojczystego - zarówno w mowie, jak i w piśmie ...
Francuzi mawiali "Noblesse oblige" - dzisiaj powiedzielibyśmy: praca w administracji zobowiązuje i łączy się ze sprawowaniem nie tylko władzy, ale przede wszystkim służby - służby Państwu i społeczeństwu, którą w odpowiedni sposób możemy wypełnić, jeżeli najlepiej jak umiemy stosować będziemy znane przecież powszechnie zasady składające się na ów etos publicznej służby.