sobota, 27 marca 2010

Budżet powiatu na 2010 r.

Na ostatniej sesji Rada Powiatu dokonała zmian w budżecie powiatu na obecny rok. Temat budżetu powiatu w jakiś sposób uzupełnia i rozszerza temat z poprzedniego wpisu, dlatego chciałbym tej sprawie poświęcić kilka zdań. Czym jest budżet samorządu? To roczny plan finansowy danej jednostki, składający się przede wszystkim z części dochodowej i wydatkowej. Po stronie dochodowej budżetu zawarte są różne planowane wpływy na dany rok pochodzące ze źródeł, które niejako z mocy prawa przysługują danemu samorządowi oraz takie, które  związane są z realizowanymi projektami, pozyskanymi pieniędzmi z różnych programów itp. Po stronie wydatkowej przewidywane są i aktualizowane kwoty planowanych wydatków na różne zadania: na wynagrodzenia pracowników, wydatki rzeczowe, ale także np. na inwestycje. Najczęściej jest tak, że kwoty planowane po stronie dochodowej na dane zadanie odpowiadać powinny kwotom na to zadanie planowanym po stronie wydatkowej. Jeżeli wydatki są większe od dochodów, wówczas pojawia się deficyt budżetu, który musi zostać zrównoważony np. poprzez zaciągnięcie w danym roku kredytu bankowego.
Piszę o budżecie naszego samorządu, ponieważ ten temat w bezpośredni sposób wiąże się z pytaniem o potrzebę istnienia powiatów, w tym powiatu strzyżowskiego. Po ostatnich zmianach budżet naszego samorządu osiągnął wartości absolutnie rekordowe. Planujemy zrealizowanie dochodów w bieżącym roku w wysokości 77 205 408 zł, wydatków zaś w wysokości 87 856 358 zł. Wydatki majątkowe - w większości inwestycyjne sięgną kwoty 42 385 095 zł, co stanowi obecnie 48,2% całości wydatków! To są absolutnie rekordowe wartości, a warto przypomnieć, że rok 1999, gdy powstawał powiat, zaczynaliśmy z planowaną kwotą dochodów niespełna 20 mln zł.
I te wielkości w jakiś sposób już mówią same za siebie, odpowiadając na pytanie, jaka wartość płynie z istnienia powiatu na naszym terenie. Przez jeden rok nasz samorząd wyda  kwotę blisko 90 mln zł, z czego połowa zostanie zainwestowana, służąc rozwiązaniu naszych lokalnych problemów, nieraz zaniedbanych przez wiele dziesięcioleci. To prawda, że w wydatkach stałych znajdziemy w tych wielkościach wynagrodzenia pracowników, stałe koszty rzeczowe itp., ale przecież także te środki zostaną wydane w większości w naszym powiecie, zasilając lokalną gospodarkę.
Nie z tej grupy wydatków wynikają jednak rekordowe wartości naszego tegorocznego budżetu. Powodem są głównie wydatki majątkowe - można powiedzieć, że nasz samorząd zainwestuje w tym roku na naszym terenie grubo ponad 40 mln zł, przeznaczając prawie połowę swojego budżetu na inwestycje w różnych dziedzinach. 
Jakie to będą inwestycje? Najwięcej środków wydamy na modernizację infrastruktury drogowej. Już kontynuowane są prace przy dwóch projektach finansowanych z Regionalnego Programu Operacyjnego - na drodze Niebylec - Gwoźnica i Dobrzechów - Wysoka Strzyżowska, które obejmują również wykonanie kilku obiektów mostowych, w tym nowego mostu w Dobrzechowie na Wisłoku - obiekt ten powstanie po kilkudziesięciu latach od budowy obecnego mostu, który nie spełnia już współczesnych oczekiwań, zwłaszcza w zakresie nośności. Przebudowana i zmodernizowana zostanie droga w Pstrągowej w ramach Narodowego Programu Przebudowy Dróg Lokalnych, mamy już również zabezpieczone środki na podobną jak w Dobrzechowie przebudowę mostu w Kobylu, dokończenie modernizacji drogi Strzyżów - Pstrągowa i  Pstrągówka - Jaszczurowa. W porozumieniu z Powiatem Krośnieńskim rozpoczniemy prace przy zabezpieczeniu osuwiska na granicy Wysokiej Strzyżowskiej i Węglówki a z Powiatem Rzeszowskim na drodze w Babicy. W sumie na te zadania przeznaczymy ok. 25 mln zł. Nie byłoby to możliwe bez wykorzystania środków zewnętrznych, które stanowić będą większość tych wydatków, ale również bez wsparcia naszych działań poprzez zaangażowane środki z własnych budżetów przez samorządy gmin, na obszarze których realizujemy dane inwestycje.
Pozostałe 20 mln to m.in. planowane w tym roku dokończenie modernizacji Domu Pomocy Społecznej w Gliniku Dolnym, modernizacja budynków szpitala powiatowego w Strzyżowie, rozbudowa Specjalnego Ośrodka Szkolno - Wychowawczego we Frysztaku, obiektów Domu Dziecka w Żyznowie, Domu Pomocy Społecznej w Babicy i filii w Pstrągowej Woli, Zespołu Szkół w Czudcu i in.
Przyczyną tak wysokich wydatków inwestycyjnych w tym roku z naszego budżetu jest swoiste skumulowanie różnych, przygotowywanych nieraz przez kilka lat działań, szczególnie dotyczących wykorzystania środków z Unii Europejskiej. Oczywiście te wydatki nie pozostaną bez wpływu na zadłużenie naszego samorządu. Do każdego z planowanych projektów - poza niektórymi projektami finansowanymi z Europejskiego Funduszu Społecznego musimy zabezpieczyć tzw. wkład własny - odpowiednią do wielkości projektu sumę pieniędzy pochodzącą z naszego budżetu lub innych źródeł. Najczęściej udział ten mieści się w przedziale 15 do nawet 50% wartości inwestycji. Przy tej wielkości wydatków nie jest możliwe ich sfinansowanie wolnymi środkami w budżecie powiatu, które zresztą są niewielkie, dlatego przewidujemy zaciągnięcie kredytu na sfinansowanie tych wydatków - wg planu na koniec 2010 r. zadłużenie powiatu sięgnie kwoty ok. 20 mln zł. 
To nie będzie niskie zadłużenie, ale mieszczące się w dopuszczalnych granicach. Z drugiej strony zaś - taka właśnie jest nasza strategia - wobec skali zaniedbań w tak wielu zadaniach, które nam powierzono w 1999 r. - skali niedoinwestowania przez wiele dziesięcioleci i jednocześnie niezbyt dużych możliwościach finansowych naszego budżetu, konieczne było poszukiwanie dużych środków w programach zewnętrznych, które pozwolą te zaniedbania zniwelować. I ten proces właśnie zachodzi, a jego jak do tej pory najlepszym przykładem jest budżet naszego samorządu na 2010 r. 

poniedziałek, 22 marca 2010

Po co nam powiat?

To trochę prowokacyjne pytanie z tytułu warto postawić, wielu ludzi zresztą je stawia od dawna, już co najmniej od czasu dyskusji o utworzeniu powiatów z 1998 r. Podczas ostatniego Kongresu Samorządowego z okazji XX - lecia samorządów terytorialnych w podobnym tonie działalność powiatów określił sam aktualnie urzędujący Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Jerzy Miller. Wydawało się wcześniej, że ta dyskusja już ustała, że po reformie z 1998 r. i nieudanych próbach odwrotu od "Polski powiatowej" podejmowanych przez kolejne rządy zaniechano dalszych prób rewizji ustalonego wówczas porządku. Skoro jednak sam Minister podejmuje taki temat, wydaje się, że ciągle ta tendencja zmierzająca do deprecjonowania powiatów i ich dorobku odżywa na nowo. Spróbujmy więc podyskutować na ten temat.
Po pierwsze mało kto przyjmuje do wiadomości, że powiaty zawsze istniały - nawet po ich likwidacji w 1975 r. ciągle było wiele spraw załatwianych na poziomie dawniej powiatowym, później z rosyjska nazywanych rejonem. Podobnie jest dzisiaj np. na Słowacji - tam nie ma gmin zbiorowych - są gminy jednostkowe, tzn. każda miejscowość jest gminą, nie ma samorządowych powiatów, są za to samorządowe województwa (kraje), ale powiat (okres) nadal istnieje w różnych układach administracyjnych, nawet na mapie, gdzie są zaznaczane jego granice. U nas było podobnie - wiele spraw ze swej natury, niezależnie od formalnych uwarunkowań, miało wymiar powiatowy - tak było ze sprawami geodezyjnymi, rejestracją pojazdów, szkołami średnimi, ochroną zdrowia, zarządzaniem drogami, różnymi inspekcjami i instytucjami nadzorczymi itp. Różnica była tylko taka, że wszystkie te kompetencje i uprawnienia władzy publicznej wykonywane były na naszą rzecz jako mieszkańców tego terenu, ale przez administrację rządową - zarządzaną z zewnątrz przez odpowiednie organy tej administracji ulokowane najczęściej w stolicy województwa. Kiedyś w systemie totalitarnym, w którym chodziło o ścisłe podporządkowanie władzy i sprawowanie kontroli nad obywatelami przez jedną partię miało to swoiste, logiczne uzasadnienie, w systemie demokratycznym taki model władzy publicznej na szczeblu powiatu jest jednak nie do przyjęcia. Jako społeczność tego terenu, część Narodu i społeczeństwa, mamy bowiem pełne prawo do zarządzania sprawami publicznymi, które nas dotyczą. Na co dzień zresztą obserwujemy rezultaty zarządzania naszym terenem przez administrację rządową przez kilkadziesiąt lat - zaniedbania w tych sprawach, z którymi do dzisiaj się borykamy sięgały nawet kilku dziesięcioleci.

Nie dajmy się więc zwieść podsuwanym tu i tam hasłom likwidacji powiatów, które tak łatwo trafiają, szczególnie do osób związanych z samorządami gminnymi. To bowiem jest tylko kolejna odsłona sporu Polski resortowej - marzącej o powrocie do centralnego sterowania z Polską samorządną. A chodzi w rezultacie nie o to, by przekazać kompetencje samorządom gminnym, bo to będzie niemożliwe, ale by rozszerzyć kontrolę administracji rządowej również na poziomie lokalnym - powiatowym.

piątek, 19 marca 2010

Podziękowania i ... wybory

Atmosfera się ociepla... To nie tylko wiosna za oknem, na którą w tym roku czekamy ze szczególnym utęsknieniem. To także wzrastająca temperatura wokół naszych samorządów, bo w tym roku kończy się kadencja obecnych władz lokalnych i regionalnych i na koniec roku przeprowadzone zostaną wybory na nową kadencję. Niektóre media próbują wykorzystać ten fakt dla podniesienia swojej atrakcyjności i zapewne wyników sprzedaży, organizując plebiscyty, podsumowania, rankingi. W tym miejscu pragnę serdecznie podziękować wszystkim, którzy w takim właśnie telefonicznym plebiscycie zechcieli się pofatygować i wyrazić swoją sympatię dla mnie poprzez pozytywne smsy. Były to głosy płatne - tym bardziej więc składam serdeczne podziękowania. Z kolei dziwię się, że są ludzie skłonni płacić za głosy negatywne ... ale to już widocznie taka ludzka natura ... Ta sama gazeta prowadzi również forum internetowe, na którym jakaś grupa (?) osób pozwoliła sobie na wiele kłamstw i pomówień w stosunku do mnie, stawiając sobie za cel oczernienie mojej osoby. Będę w tym wypadku chciał dochodzić swoich praw w sądzie - pytanie jednak czy to jest możliwe, skoro wypowiedzi są anonimowe. Przy okazji przekonałem się, że podobne, żenujące swoim poziomem fora prowadzone są w przypadku wielu innych osób pełniących funkcje publiczne, samorządów itp.
Niedawno przyszła do mnie Pani, która związana była z opozycją demokratyczną na naszym terenie w latach 80-tych. Opowiedziała mi o swoich współczesnych problemach i stwierdziła, że nie o taką Polskę jej chodziło. Ja po przejrzeniu tych ujawniających najgorsze cechy ludzkiej natury komentarzy mam ochotę powiedzieć to samo ... nie o taką wolność nam chodziło.
Pod koniec lat 80-tych na studiach w Krakowie byłem aktywnym działaczem Niezależnego Zrzeszenia Studentów. To był czas rodzenia się niepodległej Polski. Wówczas wszechobecna była jeszcze propaganda, cenzura i ustrój PRL. Na licznych demonstracjach i pochodach nosiliśmy hasła domagające się wolności słowa i zniesienia cenzury. I dobrze, że tak się stało, jednak ta wolność, słowo nigdy nie powinno być wykorzystywane do niszczenia innego człowieka, choćby był najbardziej znienawidzonym politykiem ... Być może nie jestem w tej sprawie obiektywny, bo dotyczy to mnie osobiście, ale z drugiej strony każdy człowiek ma prawo do godności, której nie powinna naruszać nawet zasada wolności słowa. Nie tylko bronią, ręką, ale także słowem można ranić a nawet zabić jak ostrym narzędziem. Nie powinniśmy więc pozwalać na takie zachowania, a ludzi, którzy tak pojmują zasady demokracji należy omijać z daleka. 

piątek, 5 marca 2010

Moja Europa 3

Podczas obrad Komisji czy sesji plenarnych Komitetu Regionów na sali spotykają się przedstawiciele władz lokalnych i regionalnych ze wszystkich krajów członkowskich Unii Europejskiej. Dopiero przy takim spotkaniu widać jak bardzo różna jest Europa. Mawiał niegdyś Joseph de Maistre - wybitny twórca myśli konserwatywnej, że nigdy nie widział na ulicy człowieka, widział za to wielu Francuzów, Włochów czy Anglików. I tak jest w istocie - to, czym jesteśmy określa nie tylko nasz biologiczny wygląd czy cechy genetyczne, ale również wychowanie i tradycja kształtowana przez kolejne pokolenia. Stąd też każda kultura narodowa nie jest bytem abstrakcyjnym, ale jest w jakimś sensie częścią nas samych, częścią naszej osobowości, Przyzwyczajeni jesteśmy od dzieciństwa do jednego obrazu świata, do przestrzeni fizycznej, ale również językowej czy społecznej ukształtowanej w określony sposób. Przenosimy więc ten nasz obraz podświadomie na kształt całego świata. Jesteśmy zdziwieni a nawet zaskoczeni, gdy okazuje się, że w innym kraju obraz ten wygląda zupełnie inaczej, a to, co dla nas było oczywiste, dla innych może być oczywiste na zupełnie inny sposób. Nie dotyczy to tylko języka, chociaż także w tej rzeczywistości, jeżeli zagłębimy się w nią dokładnie, to okaże się, że tłumaczenie jest tylko przybliżeniem wyrażanych treści - zgłębianie tajników danego języka pozwala bowiem odkrywać jego prawdziwą strukturę znaczeniową, możliwą do pełnego zrozumienia tylko w tym języku - za nią stoi cała  będąca jego podłożem kultura i tradycja. Podobnie jest z kontekstem kulturowym, społecznym, ale również z takimi sferami jak chociażby model organizacji państwa czy administracji lokalnej.
Dla nas, żyjących w republice - ten typ ustroju wydaje się czymś oczywistym, jednak na naszym kontynencie wiele krajów ma formę monarchii czy federacji. Również na poziomie lokalnym czy regionalnym właściwie trudno wskazać dwa takie same systemy społeczne, bo nawet organizacja tak ważnej sfery życia publicznego jak oświata jest całkowicie różna nawet w sąsiednich krajach. Dodać też trzeba, że ta różnorodność to wielkie bogactwo, to cenny kapitał wielu wieków tradycji, który dzisiaj stanowi o sile naszych społeczeństw, ale niestety jest w wielu punktach zagrożony powszechną uniformizacją w procesie globalizacji... Podobnie też jest z systemem władzy regionalnej i lokalnej - każde państwo ma za sobą długą tradycję budowania jej formy i struktur, dopasowując system administracyjny  do potrzeb państwa i obywateli. Mamy też do tego prawo - my Polacy - aby nasza organizacja państwa wynikała z naszej tradycji historycznej i odpowiadała naszym aktualnym potrzebom. Dlatego też z góry skazane na niepowodzenie są próby - tak powszechne u nas - powoływania się na doświadczenia innych krajów i powielania ich rozwiązań organizacyjnych. Tak było chociażby w dyskusji o powiatach jakiś czas temu, w której zarzucano, że są one zbyt małe w stosunku do dajmy na to powiatów niemieckich. Ale są dostosowane do naszej struktury państwa i wynikają z naszej tradycji, uwarunkowań lokalnych i regionalnych - podobnie zresztą jak w innych krajach inne struktury organizacyjne. Doświadczenie europejskie uczy, by zbyt łatwo nie wyciągać wniosków uogólniających, nie przenosić doświadczeń jednej rzeczywistości państwowej do innej, bo takie działanie jest często radykalnym uproszczeniem dokonanym bez racjonalnych podstaw. Europa nie tylko pod tym względem jest bardzo różnorodna i taka powinna pozostać.

czwartek, 4 marca 2010

Moja Europa 2

Budynek Komitetu Regionów znajduje się w tzw. "dzielnicy europejskiej" w Brukseli. Jest położony przy ulicy Belliard, niedaleko siedziby Parlamentu Europejskiego i nieopodal budynku Komisji Europejskiej. Komitet Regionów dzieli ten budynek z Komitetem Społeczno - Ekonomicznym Unii Europejskiej.
Sama Bruksela sprawia pozytywne wrażenie - jest to miasto cichsze i spokojniejsze niż takie wielkie metropolie jak chociażby Rzym, Paryż czy Londyn - nawet Wiedeń. Na przybyszu robi wrażenie sprawny system komunikacyjny - sieci metra uzupełniane są przez wiele tras autobusowych, można też dojeżdżać do najważniejszych punktów połączeniami kolejowymi, częstotliwość kursów jest na tyle duża, że nie ma problemu z dostaniem się do któregokolwiek z głównych punktów miasta. Ulice są czyste, nawet budowy, których ciągle jest tu dużo prowadzone są w odizolowaniu danej działki od reszty przestrzeni, służby publiczne są cały czas widoczne w różnych punktach miasta. 
Bruksela jest jednym z trzech regionów Królestwa Belgii. Jest stolicą kraju, który tworzą Walonowie i Flamandowie - tak więc mamy tu do czynienia z co najmniej dwiema odrębnymi nacjami i kulturami. Widać to na każdym kroku - chociażby przez to, że napisy na ulicach, w środkach transportu i w wielu innych miejscach niemal zawsze pisane są w dwóch językach: po francusku i po flamandzku. Przy okazji: dosyć zaskakującą konstatacją jest to, że tutaj na miejscu okazuje się, że na poziomie roboczym w Unii Europejskiej pierwszym językiem nie jest język angielski, ale język francuski. Wynika to chyba z faktu umiejscowienia stolicy Europy we francuskojęzycznej Brukseli. 
Dla przybysza z jednorodnej etnicznie Europy wschodniej zaskoczeniem jest też wielka liczba ludzi innych ras na brukselskich ulicach. To już dzisiaj rzeczywistość całej zachodniej Europy widoczna także tutaj. Szczególnie w metrze można spotkać wielu Arabów i Murzynów w różnym wieku, nieraz w charakterystycznych, dla nas egzotycznych narodowych czy kulturowych strojach. Wydaje się jednak, ze przynajmniej tutaj wielu z nich harmonijnie wtopiło się w tę wieloetniczną społeczność miasta. Nierzadko bowiem można spotkać grupy wesołych nastolatków o całym przekroju etnicznym jadące do lub wracające ze szkoły w takich samych mundurkach albo też panie i panów o ciemnym kolorze skóry i widocznej aparycji ludzi biznesu. Takie postawy - harmonijnego współżycia, asymilacji i tolerancji dla odmienności rasowej są zresztą tutaj mocno promowane, co wynika także z czystej konieczności pokojowego współżycia w jednym miejscu wielokulturowej społeczności. Belgowie w pewnym sensie zresztą w powszechnej opinii spłacają dług, jaki zaciągnęli w czasach kolonialnych w Kongu belgijskim, dlatego dzisiaj na ulicach Brukseli biali Europejczycy to ledwie połowa mieszkańców....

środa, 3 marca 2010

Moja Europa 1

Od czego należałoby zacząć rozmowę o Europie? O tej Europie widzianej od nas - ze Strzyżowa, Frysztaka, Stępiny, ale także o tej widzianej z perspektywy całej Polski? Z jednej strony mamy przecież tak wiele doświadczeń osobistych i rodzinnych - to ten wymarzony, lepszy świat, w którym tak wielu naszych bliskich przez dziesiątki lat, ale także obecnie znalazło i znajduje widocznie lepsze życie, skoro nie wracali wcześniej i jakoś obecnie również raczej rzadko wracają. To rzeczywistość, która jawi się nam jako świat lepszych zarobków, łatwiej dostępnej pracy, wyższego poziomu cywilizacyjnego ... z drugiej strony to na pewno świat kultury i cywilizacji europejskiej, w którym w sensie historycznym jako Polacy jesteśmy od ponad tysiąca lat, ale jednocześnie w sensie politycznym znaleźliśmy się powtórnie dopiero od 2004 r. Wcześniej był kilkunastoletni okres przejściowy po czasach naszego wyobcowania z zasadniczego krwioobiegu zachodniej Europy, kiedy to, nie z naszej zresztą winy znaleźliśmy się w orbicie wpływów sowieckiego systemu. To w tym czasie wybitny polski poeta, można powiedzieć nauczyciel naszego pokolenia, Zbigniew Herbert napisał słynny zbiór esejów "Barbarzyńca w ogrodzie" upamiętniając w ten sposób swoje podróże i niejako odkrywanie europejskiego dziedzictwa kulturowego, ale również tego, co wówczas stanowiło o żywotności europejskiej kultury i cywilizacji, czym żyła wolna Europa tamtych lat.
Wielu mieszkańców naszego powiatu ma dzisiaj ugruntowany obraz tego, czym jest Europa, nierzadko na stałe bowiem przebywają w krajach, które od dawna tworzą rzeczywistość kulturową, społeczną, historyczną i polityczną naszego kontynentu. Na pewno na swój sposób odkrywali ową europejskość i niejednemu z nich to odkrywanie, poszukiwanie swojego miejsca w nowej rzeczywistości nie przychodziło łatwo. Znany przecież jest proces "wykorzenienia", odejścia od swojej kultury, od utartego rytmu i znanego obrazu świata i życia, rodzący wiele frustracji i różnorodnych problemów. Od 2004 r. mamy jednak zupełnie nowe doświadczenie, nowy wymiar naszego myślenia o Europie. Tym wymiarem jest nieznane nam wcześniej uczestnictwo -  kiedy to jako Polacy włączyliśmy się w projekt zapoczątkowany po II wojnie światowej przez inne nacje naszego kontynentu, najpierw wspólnoty gospodarczej, sukcesywnie rozszerzanej, następnie wspólnoty politycznej i w pewnym sensie społecznej. Tego nieznanego w naszych dziejach, ale również w dziejach Europy wydarzenia nie da się porównać do tych doświadczeń, które znaliśmy wcześniej. Do tego "projektu Europa" rozpoczętego jako alternatywa dla rywalizacji pomiędzy narodami, która kończyła się wojną, w tym II wojną światową, dołączyliśmy w momencie, kiedy inni dali już dla niego określony kształt, znaleźli już utrwalone przez nawet dziesiątki lat odpowiedzi na wiele pytań i problemów, postawili bez nas diagnozy i ustanowili wyzwania na przyszłość. Jest tu na pewno miejsce także dla nas - nigdy bowiem nie był to projekt zamknięty - ale jednocześnie to miejsce jest uboższe o te dziesiątki lat, w których ugruntowywano i rozstrzygano to, co dzisiaj stanowi o zjednoczonej Europie, czyli Unii Europejskiej.
Z tej perspektywy i tak określonego miejsca to doświadczenie fascynujące - chodzi bowiem już nie tylko o  możliwości wyjazdu na Zachód i pracy za "lepsze pieniądze", nie tylko o odkrywanie europejskiej kultury w jej autentycznym, terytorialnym kontekście, ale również o poznawanie odmiennych i niezwykle różnorodnych organizacji społeczeństwa i zarządzania państwowego, o odkrywanie jakże odmiennych od naszego codziennego doświadczenia krajów i kultur. Tym zaś, co najważniejsze i rzeczywiście nowe jest chyba po raz pierwszy w naszych dziejach - może poza epoką Jagiellonów -  realna możliwość wnoszenia swojego wkładu w ten projekt wspólnej Europy. Wynika on z pojęcia uczestnictwa, z zaangażowania w funkcjonowanie Unii Europejskiej w różnych jej wymiarach i równego z innymi przedstawicielami krajów i narodów kontynentu rozstrzygania pojawiających się problemów i nadawania kształtu europejskiej polityce, europejskiemu prawu. Na pewno to nowa rzeczywistość, z którą łączą się nowe wyzwania, nowe nadzieje, ale i nowe problemy. Trzeba w tej Europie być, trzeba mówić o rzeczywistych europejskich wartościach i na ten poziom przenosić także nasze problemy. Dzisiaj chyba szczególnie jesteśmy zobowiązani, aby wypełnić to, o czym marzyli nasi rodacy w tak wielu dziesiątkach lat - aby współtworzyć wolną Europę i być częścią wolnego świata Zachodu.

piątek, 26 lutego 2010

Pisane z Brukseli

Po raz pierwszy udaje mi się redagować wpis na blogu bezpośrednio z Brukseli. Biorę dzisiaj udział w posiedzeniu Komisji Polityki Spójności Terytorialnej Komitetu Regionów. Jak sądzę, to swoisty znak czasu, że samorządowiec z Podkarpacia, z naszego powiatu może być jako pełnoprawny przedstawiciel na roboczym spotkaniu jednego z ciał Unii.
Czym jest Komitet Regionów? To instytucja Unii Europejskiej, która w tej organizacji reprezentuje władze lokalne i regionalne ze wszystkich krajów Wspólnoty. Od czasu do czasu mogę uczestniczyć w tych pracach, reprezentując Związek Powiatów Polskich - zrzeszenie gromadzące niemal wszystkie samorządy powiatowe w naszym kraju.
W Komitecie spotykają się przedstawiciele europejskich regionów i jednostek lokalnych upoważnieni przez ich krajowe reprezentacje i rządy, aby uczestniczyć w procesie przyjmowania prawa europejskiego, ale również w bieżącej polityce UE, pilnując, by działania te były korzystne dla lokalnych i regionalnych wspólnot. Sam Komitet mieści się w budynku niedaleko obiektu Parlamentu Europejskiego i jest samodzielnym podmiotem Unii Europejskiej. Jako instytucja przedstawicielska swoje prace prowadzi przede wszystkim poprzez sesje plenarne i tematyczne Komisje, w jakiś sposób związane z działalnością Komisji Europejskiej, jej Dyrekcji Generalnych, po to, by była zachowana maksymalna odpowiedniość pomiędzy działaniami europejskiego "rządu", jakim jest Komisja Europejska a pracami Komitetu. Można tu usłyszeć wszystkie języki Europy, ale mimo to sama praca przebiega bardzo sprawnie, wg wypracowanych i sprawdzonych procedur.
Sam mam wiele zastrzeżeń do różnych postaw czy rozstrzygnięć uznawanych dzisiaj za "europejskie", jednak na pewno niezwykle wartościowa jest dominująca tutaj idea spotkania przedstawicieli różnych narodów i społeczeństw Europy, aby dyskutować i w demokratycznym kompromisie przyjmować wypracowane stanowiska i opinie, będące później wyznacznikiem dla innych europejskich instytucji w zakresie spraw lokalnych i regionalnych.
Najważniejszym tematem dzisiejszego posiedzenia było wypracowanie opinii Komitetu Regionów co do przyszłej polityki spójności UE. Co oznacza ta nazwa? Generalnie chodzi o wszystkie fundusze, z których korzystamy, ubiegając się o środki na rozwój lokalny i regionalny w postaci budowy dróg, jednostek publicznych, rozwój infrastruktury, te, z których tak wiele w ostatnim czasie korzystamy jako społeczność powiatu strzyżowskiego. Już sam ten problem pokazuje jak ważne sprawy są tutaj podejmowane i że o tych sprawach nie powinno się mówić bez nas. Doskonale o tym wiedzą Niemcy, Francuzi, Belgowie, Hiszpanie czy Włosi, którzy bardzo mocno włączają się w te prace. Powinniśmy to wiedzieć także i my Polacy, żeby nie tylko uczestniczyć w Unii, ale również na miarę naszych ambicji nadawać ton tej organizacji - na wszystkich poziomach, także na poziomie Komitetu Regionów.

środa, 24 lutego 2010

Dwa światy

Kiedy codziennie borykamy się z tak wielką liczbą różnych przeciwności, sądzimy, że to, co nas spotyka jest największym wyzwaniem, że problemy, które przed nami stają, są najważniejsze i że będzie trudno sobie z nimi poradzić. Dopiero jednak, kiedy przyjdzie nam zmierzyć się z chorobą, z cierpieniem, kiedy ktoś z naszych bliskich tego doświadcza, dopiero wówczas widzimy zarówno nasze życie, jak i cały świat we właściwych proporcjach. Truizmem jest stwierdzenie, że zdrowie jest najważniejsze, ale jest to prawda najbardziej oczywista, która dotyka najbardziej podstawowych aspektów ludzkiej egzystencji. Dlatego trudno nie być krytycznym wobec współczesnej kultury i cywilizacji, zwłaszcza tej prezentowanej w kolorowych mediach, gdzie dominuje kult młodości, siły, zdrowia, urody ...
Jednak przy tym zabieganym świecie codziennych zmartwień i kłopotów, gwarze i hałasie miejskiej ulicy i wzajemnego przekrzykiwania się jest jeszcze ten drugi świat: w szpitalnych salach czy zaciszu domowego ogniska, w domach opieki i w doświadczeniach rodzinnych. W tym drugim świecie hałas zamieniany jest na ciszę, pośpiech ustępuje miejsca spokojowi przesiąkniętemu nierzadko bólem a nawet cierpieniem. Tam znajdujemy drugi, inny wymiar ludzkiej kondycji. W tym wymiarze liczy się współczucie i gotowość niesienia pomocy, czas płynie wolniej, mierzony jest chwilami przy łóżku chorego i oczekiwaniem na informacje od lekarza o jego stanie zdrowia.
Bez tego doświadczenia nie można zrozumieć pełni człowieczeństwa, nie można poznać całej hierarchii wartości. Tego też uczy nas nasza wiara, tyle razy o wartości cierpienia mówił przecież Jan Paweł II. Może o tym drugim, innym, niezwykle ważnym wymiarze naszej egzystencji powinniśmy szczególnie pomyśleć na początku Wielkiego Postu ...

poniedziałek, 15 lutego 2010

O skutecznym nauczaniu

Tak jak obiecałem w poprzednim wpisie chciałbym napisać trochę o uczeniu dzieci filozofii. Pewnie zastanawiacie się czy w tym sformułowaniu nie ma jakiegoś ukrytego dna, o jaką to filozofię chodzi, no i o jakie dzieci? Ten wątek samego wyjaśniania problemu możnaby nadal ciągnąć i to jeszcze długo, ale nie przedłużając wstępnych dywagacji powiem, że chodzi mi o dosłowne uczenie filozofii i dosłownie dzieci - nawet moich dzieci w osobie najstarszej córki Gabrieli. Tak się bowiem składa, że od dłuższego czasu, gdy w różnych ankietach zadają mi pytanie o hobby czy dodatkowe zainteresowania często wpisuję: filozofia. Skąd się to wzięło - jak zwykle jednoznacznie trudno odpowiedzieć, ale chyba to jest właśnie tak jak z filozofią - swego czasu zainteresowało mnie takie czyste myślenie, dążenie do sedna, poszukiwanie uzasadnienia i historia ludzkiej myśli poszukującej wyjaśnienia w ramach swoich możliwości. Zrodziła się z tego sympatyczna praca z uczniami w szkole ... są oni teraz - jak słyszę - nieraz hen w dalekim świecie ... Jeżeli to czytają, to serdecznie ich pozdrawiam... No i od czasu do czasu przy sprzyjających okolicznościach, próbuję powracać do tej aktywności, bo przecież... myślenia nigdy za dużo. Teraz zaś okazało się, że moja latorośl najstarsza w pewnej części przynajmniej podziela moje zainteresowania i w taki oto sposób spędziliśmy ostatnie tygodnie na poznawaniu meandrów ludzkiej myśli teoretycznej w ostatnich dwóch tysiącach lat. Była to nie tylko przyjemność, ale i praca, bo Gabrysia przygotowywała się do Olimpiady Filozoficznej, ale w jakiś sposób udało mi się przypomnieć i odświeżyć koncepcje, które wydawałoby się odległe od dzisiejszej praktycznej codzienności, w rzeczywistości pozwalają nam tę codzienność nie tylko łatwiej zrozumieć, ale również łatwiej przeżywać.
Na pewno dzisiaj mówimy już o zupełnie innej filozofii niż jeszcze 10 - 20 lat temu. I nie chodzi o to, że zmieniły się mody i prądy filozoficzne. Raczej o to, że dzisiaj dołączyliśmy już do wolnego świata i wiedza filozoficzna dostępna już jest bez założonych tez i wartościowania. Swoje poglądy można bowiem obecnie kształtować na podstawie tak samo dostępnych materiałów o pozytywizmie czy neopozytywizmie, jak i marksizmie czy neotomizmie. Myśl konserwatystów znajdziemy równie łatwo jak filozofię liberałów czy egzystencjalistów. Oczywiście pozostają pytania o to, co wybrać w tym gąszczu przekonań, postaw, myśli, publikacji i kiedy znaleźć czas na to, aby te książki przeczytać, ale przynajmniej nikt nie fałszuje rzeczywistości, filtrując dostępność poszczególnych teorii przez sito marksizmu czy subiektywny wybór myśli uznawanych za postępowe i tych, którym z góry przyczepi się etykietkę "przestarzałe".
Swojemu dziecku chciałoby się z jednej strony przekazać to, co samemu uznaje się za zasadne, a z drugiej pozostawić wolność wyboru i możliwość samodzielnego poszukiwania nie tylko przekonań, ale również wartości. To trudny dylemat - myślę, że dla każdego z rodziców. Szkoła niestety nie rozwiąże tego problemu, bo w dzisiejszej naszej szkole nauczanie filozofii występuje tylko cząstkowo. To zresztą jest, jak mi się wydaje, istotny brak w wychowaniu i ukształtowaniu umysłu każdego młodego człowieka, bo nie uzyskuje on kontekstu dla przekazywanej wiedzy w poszczególnych dyscyplinach. Nasz system nauczania w ten sposób potwierdza swoisty tryumf filozofii scjentystycznej we współczesnym świecie wg której nie ma wiedzy o świecie poza wiedzą nauk szczegółowych.
W rozmowach z Gabrysią pojawił się problem podstawowy - które z przekonań jest prawdziwe. Który z filozofów, przedstawiając swoją teorię mówił prawdę? To trudne zagadnienie i wiele na nie można udzielać odpowiedzi. Wydaje się, że jedną z nich będzie taka, że możemy sami zdecydować, za którą wizją się opowiedzieć. Dla mnie osobiście bliskie są przekonania nurtu konserwatywnego, które zwłaszcza w dziedzinie filozofii społecznej, ze względu na swoją ostrożność, krytykę nurtów rewolucyjnych w jakiś sposób chronią nas przed pychą człowieka i wynikającymi z niej konsekwencjami dla świata. Pociąga mnie optymizm i harmonia myśli personalistycznej, ale również wielka synteza docierająca do samych podwalin ludzkiej świadomości, jaką przeprowadził skromny profesor prowincjonalnego wówczas Królewca Immanuel Kant. Z drugiej strony w sporze pomiędzy racjonalizmem, empiryzmem a irracjonalizmem trudno każdemu z tych nurtów nie przyznać racji. Swiat przecież jest zbyt skomplikowany i zbyt piękny, żeby nasz z nim kontakt ograniczać tylko do władz zmysłowych, rozumowej analizy czy poznania za pomocą intuicji, empatii czy wyobraźni. Wszystkie te władze są nam dane i dzięki nim właśnie jesteśmy tym, czym i kim jesteśmy. I to właśnie możemy odkryć zarówno w samej filozofii - jak i w jej nauczaniu i w jej uczeniu się. Czego sam doświadczyłem i do czego zachęcam - nie tylko dzieci i młodzież ...

niedziela, 14 lutego 2010

A jednak ktoś czyta ...

Miałem wczoraj miłą sposobność przekonania się, że są osoby, które zaglądają w to miejsce i czytają wpisy. Serdecznie więc pozdrawiam wszystkich czytelników i odwiedzających mój blog - miło się przekonać, że pisze się, nie tylko dla siebie, ale i dla kogoś, że ktoś tu czasem zajrzy ... Wczoraj był trudny, ale i bardzo owocny dzień. Trudny, bo spadło chyba najwięcej śniegu tej zimy, a owocny, bo udało się zrealizować przewidziane wcześniej wydarzenia. Najpierw w gogołowskiej parafii świętowaliśmy 10-lecie chóru parafialnego "Sanctus". Pierwsza, okrągła rocznica działalności tego zespołu była okazją do złożenia gratulacji i najlepszych życzeń. Trzeba naprawdę z wielkim uznaniem podchodzić do takich przedsięwzięć, kiedy w wiejskiej parafii kilkadziesiąt osób potrafi już przez lata spotykać się, poświęcać swój czas, doskonalić swoje umiejętności a zarazem prezentować je później nie tylko we własnym środowisku, ale także na forum gminy, powiatu czy znacznie szerzej. Wielka w tym rola i zasługa Księdza Dziekana, Pana Organisty, a zarazem Dyrygenta, ale i samych chórzystów. Dodajmy: serce się raduje, że takich zespołów w naszym powiecie mamy coraz więcej - nawet w samym Gogołowie śpiewom dorosłych towarzyszą już dwa zespoły dziecięce (przy szkole i przy kościele), a więc to zespołowe granie i śpiewanie nam się rozszerza. To piękna praca, inicjowana w różnych miejscach przez lokalnych działaczy, animatorów, nauczycieli, z pięknym przykładem i inicjatywą Pana Andrzeja Szypuły, który powołał niejeden z takich zespołów na naszym i nie tylko terenie - by wspomnieć tylko jedną osobę, ale takich osób jest znacznie więcej - księża proboszczowie, organiści parafialni, nauczyciele muzyki i in. Ich zaangażowanie tworzy coś nowego - nowy, aktualny wkład w to, czym jest nasza lokalna kultura, co poszerza i rozwija jej tradycję i dziedzictwo. Za to dziękujemy.
Wczoraj gościliśmy na naszym terenie Panią Posłankę Grażynę Gęsicką - Przewodniczącą Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości, byłą Panią Minister Rozwoju Regionalnego. W Gogołowie Pani Minister również przyłączyła się do składanych gratulacji dla chóru, uczestniczyła też w bardzo miłym spotkaniu u Księdza Dziekana. Następnie w Strzyżowie wspólnie z przedstawicielami parlamentarzystów ziemi podkarpackiej Pani Minister uczestniczyła w spotkaniu z mieszkańcami. Intensywne opady śniegu spowodowały nieco problemów organizacyjnych, ale ogólnie wszystko dobrze się udało. Samo spotkanie stało się okazją do przedyskutowania ważnych, polskich spraw. Dyskusja dotyczyła zarówno aktualnej sytuacji politycznej, jak i potrzeby nowych rozwiązań wspierających nasze samorządy, problemów związanych z finansami państwa i innych. Mieszkańcy i przedstawiciele samorządów poruszali istotne dla nas problemy, które dotykają na co dzień naszych społeczności. Panowie posłowie Andrzej Szlachta i Adam Śnieżek, Pan Senator Władysław Ortyl, Pani Przewodnicząca Grażyna Gęsicka, którzy byli naszymi gośćmi, starali się odpowiedzieć na wszystkie pytania, deklarując gotowość podjęcia podnoszonych problemów i stałą, bieżącą współpracę w wielu kwestiach z naszym środowiskiem.
Spotkanie zakończyło się, gdy na zewnątrz zapadł zmrok, z pewną obawą więc, ale jak się okazało chyba niepotrzebną, bo nasze służby poradziły już sobie w większości z przejezdnością dróg, wychodziliśmy na zewnątrz, życząc bezpiecznego powrotu do domów - co w wypadku Pani Minister oznaczało aż do Warszawy.
Dzień był więc owocny, a ponieważ miałem możliwość jeszcze oprócz wielu miłych akcentów dowiedzieć się, że są czytelnicy mojego bloga, to mogę powiedzieć, że bardzo owocny. Serdecznie pozdrawiam i do następnego wpisu, który będzie o ... uczeniu dzieci filozofii.

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Rodzina

Okres Świąt i Nowego Roku jakoś szczególnie związany jest z życiem rodzinnym. Więcej niż zwykle przebywamy wtedy ze sobą. Jedziemy w odwiedziny do bliskich lub oni do nas przyjeżdżają. Faktem jest, że te rodzinne spotkania nieraz różnie się kończą, o czym niedawno usłyszałem z ust osoby dobrze poinformowanej, która twierdziła, że w tym okresie policja ma szczególnie dużo interwencji... Generalnie jednak te spotkania służą odnowieniu i umocnieniu więzi rodzinnych, pozwalają na odpoczynek od codziennej gonitwy, wprowadzają w zwolniony rytm życia domowego. Banałem jest mówić, że rodzina jest bardzo ważna. Ale to rzeczywiście prawda. Tak już jesteśmy stworzeni, że potrzebujemy siebie nawzajem: żona jest dla męża, mąż dla żony, dzieci są radością rodziców, a rodzice potrzebni są swoim dzieciom. To ta najbliższa rodzina, można powiedzieć domowa, ale przecież z sympatią myślimy o ciociach, wujkach, kuzynach, nie mówiąc już o dziadkach czy babciach, siostrach, braciach itd.
Współczesny model życia niestety nie ułatwia kultywowania więzi rodzinnych. Praca nawet wykonywana na miejscu, nieraz zaś z dala od domu wyznacza częstotliwość wzajemnych kontaktów, ogranicza skutecznie czas przeznaczony na rodzinne życie. Tym bardziej więc cieszmy się, gdy jest go więcej, gdy chociażby w takim okresie jak obecny możemy się spotkać, być ze sobą, być może podjąć zaległe sprawy, wspólnie wykonywać domowe prace i czynności.
Mieszkam na wsi. Jeszcze do niedawna model życia wspólnoty wiejskiej niewiele odbiegał od tego, który znamy z Reymontowskich "Chłopów". W tej wspólnocie wszyscy się znali. Była to społeczność zespołu rodzin - dość rozległych, ale jednak rodzin. Spotkania, wspólne prace, sąsiedzkie kłótnie albo sojusze to była codzienność. Zasięg przemieszczania się członków takiej społeczności wyznaczał obszar kilku najbliższych wsi. Miasto, do którego jechało się rzadko było odległym, obcym i zewnętrznym elementem. Taki model społeczny związany był oczywiście z podstawą funkcjonowania tej społeczności, którą była praca na roli i podporządkowany rytmowi pór roku cykl produkcji żywności w gospodarstwach. Dzisiaj wiele się zmieniło. Przede wszystkim w wielu miejscowościach praca na roli dla coraz większej grupy rodzin nie jest już podstawowym źródłem utrzymania. Coraz więcej mieszkańców naszych wiosek, a dotyczy to szczególnie osób młodych podejmuje lub poszukuje pracy zarobkowej. Znajdują tę pracę najczęściej poza swoją miejscowością: w miastach, nieraz nawet daleko za granicą kraju. Siłą rzeczy więc nasze społeczności zaczynają wyglądać inaczej. Trudno oceniać czy lepiej czy gorzej - to zależy bowiem od tego, jakie przyjmiemy kryteria oceny - na pewno inaczej - najbliższa rodzina, dom staje się coraz bardziej autonomiczny, model życia podporządkowany jest rytmowi pracy zarobkowej, zmienia się też charakter więzi społecznych - przyjmując znane z innych typów społeczności więzi towarzyskie i zorganizowane formy aktywności społecznej takie jak stowarzyszenia i inne grupy formalne i nieformalne.
Mimo tych zmian rodzina pozostaje tym, czego potrzebujemy, jest i powinna być tą "przystanią", do której przybijamy, aby nabrać sił, odpocząć, wzmocnić się, aby cieszyć się z dorastania naszych dzieci, aby wspólnie rozwiązywać problemy i przezwyciężać trudności. Cieszmy się więc, że ten czas mamy właśnie na to: dla rodziny.

niedziela, 10 stycznia 2010

Narodowa Rada Rozwoju

Pierwsza dyskusja Narodowej Rady Rozwoju dotyczyła demografii. Trudno o trafniejszy wybór tematu. 44 osoby powołane przez Prezydenta Rzeczypospolitej do rozmowy i myślenia o najważniejszych dla naszego kraju sprawach zostały zaznajomione z oceną zjawisk demograficznych dokonaną przez wybitne polskie badaczki. W tych ocenach potwierdziło się niestety to, co obserwujemy w naszych społecznościach: spadek liczby zawieranych małżeństw, urodzeń dzieci, perspektywa zmniejszenia liczby ludności. Znamy to od lat i z tych tendencji wyłania się obraz zmian nie tylko demograficznych: sinusoidy wyżu i niżu, ale również zmian kulturowych - mówił zresztą o tym Pan Prezydent Lech Kaczyński. Po referatach wstępnych dyskusja Rady zdominowana została sprawą oceny obecnie funkcjonującego systemu emerytalnego. Swoje zastrzeżenia do tego systemu przedstawiła Minister Jolanta Fedak. Głos w dyskusji zabierali przede wszystkim przedstawiciele świata nauki, w tym prof. Osiatyński, Orłowski, Gomułka i in. Na pewno sprawa zabezpieczenia emerytalnego jest bardzo istotna i jest to zagadnienie ściśle powiązane ze zjawiskami demograficznymi. Mnie jednak zastanawia co innego. Większość uczonych przyjmuje założenie, że są to zjawiska obiektywne, nie podlegające ocenie, fakty, z którymi się nie dyskutuje. To prawda, ale jednak - dla każdej społeczności, a już zwłaszcza dla społeczności, jaką jest Naród kwestie demograficzne nie powinny być obojętne. Trudno też patrzyć na te zjawiska bez konieczności ich wartościowania, bo przecież zbyt wiele rodzą konsekwencji - kto pójdzie do naszych szkół, ile będziemy mieli rąk do pracy, kto będzie utrzymywał nas i naszych emerytów? Z demografii wynika wiele, dlatego Państwo powinno przeciwdziałać negatywnym zjawiskom w tej sferze i wspierać pozytywne. Podobny w tonie głos znalazł się w wystąpieniu Prezydenta podsumowującym I posiedzenie Rady. To świadczy o tym, że Prezydent Rzeczypospolitej dobrze odczytuje rzeczywiste zagrożenia, przed jakimi stajemy, na pewno też kwestie demografii powinny być coraz istotniej widziane w planowaniu strategicznym na każdym poziomie: lokalnym, regionalnym i całego kraju. A że jest z tym problem to chyba wszyscy widzimy. Uczestniczyliśmy w nabożeństwach podsumowujących miniony rok. W niejednej parafii liczba zawieranych małżeństw była śladowa, liczba zgonów w całym roku znacznie przekroczyła liczbę chrztów i niestety mimo wyżu demograficznego wchodzącego w dorosłe życie nie widać zmiany tych tendencji. Nie są to niestety wesołe refleksje i niełatwo będzie zmienić te niekorzystne zjawiska także w naszej społeczności. Jeżeli do tego dodamy wielką ciągle liczbę wyjazdów z kraju w poszukiwaniu pracy, to na pewno kwestia zjawisk demograficznych może być jednym z głównych problemów, przed którymi stajemy. Czy jest na to recepta? Nie jest ona prosta, ale przecież możemy sięgnąć po niemało instrumentów znanych i stosowanych w wielu europejskich krajach. Część z nich zresztą już wdrożono, być może nadeszła pora na następne.

niedziela, 3 stycznia 2010

Nowy 2010 Rok

No i się zaczął. Na sylwestrowych balach, w podróży, w domu rodzinnym, wspólnie z najbliższymi, a może gdzieś na polach Pogórza ... dla każdego inaczej. To w sumie zresztą bardziej psychologiczne niż astronomiczne wydarzenie - data raczej umowna a 1 stycznia nie różni się tak znowu od 31 grudnia. Ale jednak jakoś to wszyscy bardzo przeżywamy - kiedyś to przejście w Nowy Rok miało podbudowę bardziej religijną, dzisiaj coraz mocniejsze jest podsycane przez media świętowanie poprzez zabawę. Zamykamy jakiś rozdział i otwieramy nowy ... dobrze byłoby pokończyć wiele spraw w starym roku, tak jak mówi ludowa mądrość, żeby niczego w Nowy nie przenosić. Nie jest to jednak takie proste, bo samo życie można porównać do książki, ale niekoniecznie poszczególne lata muszą być równe jej rozdziałom... Trzeba więc dokończyć prace nad projektami, które ciągle są jeszcze niekompletne, za chwilę należy przygotować następne, rozwija się protest w sprawie kontraktów dla naszych jednostek ochrony zdrowia, musimy zaplanować nasze działania w 2010 r., w tym kalendarz najważniejszych wydarzeń, dokończyć prace już rozpoczęte a niezakończone w starym roku, usprawnić kilka dziedzin naszej działalności. Pracy na pewno nie zabraknie.
Jaki będzie ten rok? To chyba dobrze, że nie wiemy. Możemy wówczas z wiarą składać sobie życzenia, z wiarą, że mogą się spełnić. Ja również chciałbym życzyć wszystkim mieszkańcom powiatu strzyżowskiego dobrego, błogosławionego Roku, zdrowia i pomyślności w rodzinach, Bożej opieki i wielu dobrych dni. Naszym samorządom udanych pomysłów i przedsięwzięć, a wszystkim służbom publicznym uznania u mieszkańców i zadowolenia z wykonywanej pracy. Niech to będzie dobry Rok dla naszej społeczności!

czwartek, 31 grudnia 2009

Koniec roku

Powiedz mi, gdzie y w iakiey ziemi
Iest Flora, rzymska krasawica;
Archippa, cud między cudnemi,
Tais, stryieczna iey siestrzyca?
Ty, Echo, co głos wracasz skory,
Gdy pomknie nad strumienia biegi,
Mów, gdzie są Piękne dawney pory?...
Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi!

F. Villon Wielki testament

Ten poemat średniowiecznego, francuskiego poety - awanturnika tłumaczony przez Boya Żeleńskiego dla mnie jakoś najbliżej określa upływ czasu i przemijanie. Może właśnie w ostatnim dniu roku warto przywołać te wersy, w których poeta ukazuje przemijanie ludzkiego piękna, młodości, nieuchronne przejście poza nasz świat - to co jeszcze niedawno widzieliśmy jako trwałe, piękne, młode już nie istnieje, okazało się ulotne jak ulotny być może śnieg zalegający nasze pola, zaciera się nawet w pamięci jak wspomnienie o minionych zimach ...
Minął rok. Przeżyliśmy w nim wiele smutków i radości. Nie brakło sukcesów i trudnych doświadczeń. Tak wiele ludzkich konfliktów, a nieraz i dramatów. W rzeczywistości społecznej czas jest jak wartki strumień, w którym nieustannie płynie niezliczona mnogość naszych indywidualnych odczuć, doświadczeń, przeżyć, pragnień. Dla nas wydaje się oczywiste, że prawdziwe, niepodważalne jest to nasze indywidualne, osobiste przeżycie, doświadczenie, osiągnięcie, ale tak samo myśli ten człowiek obok mnie o swoich doznaniach, ten obok niego i kolejny - suma tych doświadczeń tworzy psychologiczną mozaikę, w której często niełatwo odnaleźć prawdziwy sens i wspólne dla nas wszystkich wartości, przeżycia, doświadczenia. Co nie znaczy, że one nie istnieją. Raczej tylko tyle, że trudno je odnaleźć, a może po prostu nazwać. Każdy z nas potrzebuje bowiem w gruncie rzeczy tego samego. Zdrowie, powodzenie, akceptacja i uznanie, rodzinne szczęście czy po prostu miłość i pokój to te wartości, o które najbardziej zabiegamy. Tego życzymy sobie i innym przy wigilijnym opłatku czy z lampką sylwestrowego szampana,o tych wartościach mówią przywódcy państw i sumień świata, o to modlimy się często nie tylko dla siebie, ale także dla swoich najbliższych.
Jaki był ten 2009 rok dla naszej społeczności? Na pewno pełen nowych doświadczeń. Wielu z nas wyjechało w różne strony świata w poszukiwaniu pracy i lepszego życia. Byli to najczęściej młodzi ludzie. Powrotów jakoś nie widać, ale na szczęście nie tracą oni kontaktu z rodzinnymi stronami i z tego, co słychać większość z nich ma nadzieję, że za jakiś czas tu do nas wrócą. Dla samorządów był to rok intensywnej pracy w przygotowaniu wielu nowych projektów finansowanych w większości ze środków Unii Europejskiej. Wiele takich działań przygotowały samorządy gminnne, nasz samorząd również zrealizował niemal w 100% plany w tej dziedzinie. Efekty tych zabiegów na pewno będą coraz bardziej widoczne w kolejnych latach. Doświadczyliśmy też wielu niespodziewanych tragedii. osobiście nie pamiętam, żeby tak wiele tak tragicznych zdarzeń wydarzyło się w jednym roku: śmierć młodych ludzi na przejeździe kolejowym, wypadki w Cieszynie, Jaśle, Połomi, inne tragiczne zdarzenia pozostawiły piętno rodzinnych dramatów.
Ten czas minął. 365 dni już za nami ze wszystkim, co przyniosły. Do tej rzeki już nie powrócimy, a obraz tego, czym był ten rok im dalej pójdziemy, tym będzie mniej wyraźny. Oddajmy więc głos poecie:

Powiedzcie, kędy iest uczona
Helois, dla miłości którey
Abeylart Piotr, zmienion w kapłona,
Żal
swóy w klasztorne zamknął mury ?
Podobnież, gdzie ta monarchini,
Co
śmiertelnemi szyiąc ciegi
Worek, gachowi grób zeń czyni ?...
Ach, gdzież są
niegdysieysze śniegi !

F. Villon Wielki testament

piątek, 25 grudnia 2009

Święta Bożego Narodzenia

Boże Narodzenie to szczególne święta - chyba dla każdego z nas kojarzą się z dzieciństwem, rodziną. tłumnym uczestnictwem w pasterce, na którą się idzie ciemną nocą, po skrzypiącym mrozem śniegu, serdeczną atmosferą kolacji wigilijnej czy radością, jaką dzieciom dostarcza choinka i to, co pod nią znajdują ... W tym roku mamy święta bez śniegu i w dodatniej temperaturze. To trochę dziwnie wygląda - bardziej na Wielkanoc niż Boże Narodzenie - ale przecież nie o śnieg czy mróz w tym wszystkim chodzi. Jest betlejemska szopka, w naszych domach trwały przygotowania do Wigilii, która odbyła się jak co roku z pustym miejscem przygotowanym dla niespodziewanego gościa, są życzenia rozsyłane w tak wiele miejsc i jest to niezwykłe doświadczenie Bożego Dzieciątka przychodzącego na świat w ubogiej stajence - wydarzenia opiewanego w śpiewanych przez nas w tym okresie pięknych kolędach.
Wiele się zmienia: co roku więcej światełek na naszych domach, w kolacji wigilijnej coraz więcej nowoczesnych potraw, z ciekawością przyjmujemy znane osobiście albo za pośrednictwem telewizji zwyczaje innych narodów i kultur. Wielu z nas na te Święta powraca w rodzinne strony - teraz już nie tylko ze Śląska czy dużych miast, ale zza oceanu, a najczęściej z Wielkiej Brytanii, Irlandii, Norwegii czy Niemiec. Są i tacy, którzy tam pojechali lub polecieli, aby spędzić ten wyjątkowy czas w innym środowisku, ale ze swoimi najbliższymi. Jedno pozostaje niezmienne - chcemy w te Święta być we wspólnocie - tej najbliższej, rodzinnej, w tej bliskości przeżyć znane nam od dzieciństwa doświadczenie religijne, społeczne czy psychologiczne. Co roku niby takie samo, a jednak odmienne.
Życzę więc dobrego i pełnego przeżycia tego niezwykłego czasu - w spokoju. z najbliższymi, których kochamy, z radością w sercu wypływającą z wiary w Boże Narodzenie, odpoczynku i zdrowia dla nas wszystkich, a także z sympatią dla tych zwyczajów i tradycji, które tworzą to, czym jesteśmy w tej szerszej wspólnocie - polskiej i regionalnej - wspólnocie powiatu strzyżowskiego.

wtorek, 22 grudnia 2009

Tym razem na tarczy

Nie zawsze i nie wszystko się udaje. Niestety. Dzisiejszy dzień trudno zaliczyć do udanych. Wspólnie z przedstawicielami polskich powiatów negocjowaliśmy w Ministerstwie Zdrowia poprawę warunków kontraktowania świadczeń medycznych dla naszych jednostek na przyszły rok. W przypadku naszego województwa negocjacje nie przyniosły efektu i praktycznie nie poprawiliśmy naszej sytuacji. Nie mogę jednak zrozumieć jak to możliwe, żeby niektóre województwa nie były w stanie wykorzystać przekazanych pieniędzy, innym zaś brakowało tak potężnych kwot do zbilansowania. Odpowiedź Pani Minister jest trudna do przyjęcia, ponieważ wskazuje, że to same jednostki powinny przypilnować obniżenia swoich kosztów, a Podkarpacie uzyskało dużo dodatkowych środków. Dlaczego w takim razie takie niezadowolenie wśród dyrektorów naszych jednostek i nie mówiąc o niezapłaconych nadwykonaniach propozycja w wielu typach świadczeń niższych niż w roku bieżącym kontraktów o kilka do kilkunastu procent na przyszły rok? To może skutkować tylko jednym - wydłużeniem kolejek do zabiegów (ale o ile można wydłużać skoro już w naszych szpitalach na operację zaćmy czeka się podobno ponad 900 dni?) oraz redukcją zatrudnienia. Najgorsze jest jednak to, że realny staje się powrót do dramatycznej sytuacji naszych jednostek z lat 2002 - 2005 - tym razem jednak w o wiele gorszej sytuacji, bo obecnie ponoszą one skutki tamtych zdarzeń, teraz zostaną obarczone nowymi. Kolejny przełom roku przynosi bardzo trudne zdarzenia dla naszej służby zdrowia.

sobota, 19 grudnia 2009

To straszna tragedia

Zginęło dwoje młodych ludzi. Dziewczyna i chłopak. Mieli po ok. 20 lat. Przed nimi całe życie a krótka chwila wystarczyła do jego zakończenia ... Cóż za straszna tragedia... Jaki żal i rozpacz dla rodziców, bliskich. Nam pozostaje tylko współczucie i modlitwa... Cóż można powiedzieć w obliczu śmierci? I to jeszcze tak tragicznej i niespodziewanej? Nie ma na to słów, nawet próba zrozumienia tego, co się stało, nie jest łatwa, bo jak to wyrazić? Całe życie było przed nimi, pełni optymizmu i młodzieńczej radości wchodzili dopiero w dorosłe życie, a tymczasem - wszystko się zakończyło.
Za dużo tych wypadków, za dużo tak strasznych tragedii - na naszych drogach ginie tak wielu ludzi, tyle osobistych, rodzinnych, społecznych dramatów.
Składając pełne bólu kondolencje rodzinom, pozostaje nam za Kapłanami wierzyć, że Pan powołał także tych młodych ludzi do lepszego świata i prawdziwego życia, w którym nie ma cierpienia i bólu, a jest radość wieczna. To chyba jedyna pociecha w obliczu tak wielkich doświadczeń.
Nie można jednak godzić się z tym stanem. Widząc, doświadczając takich dramatów, musimy podjąć próbę zaradzenia tym zdarzeniom. Trzeba koniecznie poszukiwać rozwiązań, które zwiększą bezpieczeństwo na drogach. Wiele tu należy do nas samych - powinniśmy inwestować jak najwięcej w urządzenia poprawiające bezpieczeństwo, udoskonalić działania służb utrzymania dróg, poprawić umiejętności i przekonanie o konieczności bezpiecznej jazdy u samych kierowców, przeprowadzić z determinacją wiele innych działań. Słowem - musimy zrobić wszystko, żeby ograniczyć takie zdarzenia.

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Radość samorządowa

Mamy 7 mln zł! Mówiąc dokładniej - mamy projekt na 7 mln zł, na który otrzymamy dofinansowanie z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podkarpackiego. Projekt dotyczy różnych zadań w naszych jednostkach pomocy społecznej, w tym dokończenia rozbudowy Domu Pomocy Społecznej w Gliniku Dolnym. Środki na ten projekt pochodzić będą z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego i z budżetu powiatu. Realizacja tego projektu pozwoli nam na spełnienie nałożonych na nasze jednostki standardów w wyznaczonym czasie, jego skutkiem będzie też zwiększenie liczby miejsc w naszych jednostkach i wzrost zatrudnienia. Jak się okazuje - ten projekt jest wyjątkowy - po ostatecznych rozstrzygnięciach zajął bowiem 1 miejsce wśród 43 bodajże projektów złożonych do tego działania z całego województwa. Stało się to decyzją Zarządu Województwa Podkarpackiego - wcześniej, po przedostatnim etapie oceny projekt ten zajmował również wysokie 5 miejsce. Radość to tym większa, że jest to jedno z najważniejszych naszych zadań, w przypadku bowiem, gdyby nie udało się dokończyć budowy DPS w Gliniku, placówce tej groziło zamknięcie - a przecież przebywa tam kilkudziesięciu pensjonariuszy, pracuje niemało osób z naszego terenu, no i sam Dom ma już 30 lat. Ze środków budżetu powiatu nie bylibyśmy w stanie zrealizować tego zadania - w przypadku dofinansowania tak znaczną kwotą jest to możliwe, a trzeba przy tym pamiętać, że w całym projekcie przewidziane są też prace związane z poprawą funkcjonowania i rozwojem Domu Pomocy Społecznej w Babicy, filii DPS w Pstrągowej Woli, Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie.
Chwile takie jak ta, w której okazuje się, że przygotowywany przez długie miesiące a nawet lata projekt zostaje zakwalifikowany do realizacji, są chyba najbardziej radosne dla każdego samorządowca. W naszej pracy trudno nieraz pogodzić sprzeczne interesy, niełatwo zaspokoić rozbudzone ponad miarę oczekiwania, regułą jest wielu przeciwników z niecierpliwością oczekujących na potknięcia, a przygotowywana przez nas inwestycja, gdy już jest wdrażana, bywa, że jest mocno oprotestowywana z wielu różnorodnych powodów. Dlatego radość największa jest wówczas, gdy w konkurencji wielu, najczęściej dobrych i bardzo dobrych projektów, udaje się zdobyć dofinansowanie, to potwierdza bowiem dobrą jakość naszej pracy, właściwie przyjętą strategię działań, a przede wszystkim daje realne podstawy do wykonania czegoś dobrego dla lokalnej społeczności. Tym razem nasz projekt zajął w tym wyścigu konkurencyjnym pierwsze miejsce - satysfakcja może więc być podwójna.
W przygotowanie projektu, tym bardziej składanego do funduszy europejskich, zaangażowanych jest wiele osób. Pierwszym etapem jest zawsze uzgodnienie koncepcji projektu - takiej, która będzie dobrze wpisywać się w kryteria danego działania, jednocześnie zakładając realizację wyznaczonych przez nas celów. Później musimy tę koncepcję przełożyć na realia finansowe i ustalić harmonogram czasowy. To wszystko musi zostać zawarte we wniosku projektowym, który też musi zostać sporządzony poprawnie, mieć odpowiednie, nieraz bardzo skomplikowane załączniki, trzeba przygotować odpowiednie uchwały itp. Słowem sprawa nieprosta. Tym bardzie należą się podziękowania wszystkim, których praca przyczyniła się do końcowego sukcesu. A to nie pierwszy nasz projekt, którego realizacja była przez lata oczekiwana. W podobny sposób, z wykorzystaniem środków Unii Europejskiej, udało się już rozpocząć realizację dwóch projektów drogowych w gminie Niebylec i Strzyżów, na kwotę ponad 15 mln zł, z pomocą finansową samorządów gmin, kilka milionów złotych zaangażuje SP ZOZ w rozbudowę szpitala i informatyzację, podobne wielkości kwot zaangażowane zostaną w rozbudowę Specjalnego Ośrodka Szkolno - Wychowawczego we Frysztaku, projekt rozwoju kształcenia zawodowego w Strzyżowie jest już na liście wojewódzkich projektów priorytetowych, przygotowujemy się do złożenia innego, który pozwoli na rewitalizację zespołu pałacowo - parkowego w Wiśniowej. Mamy zarezerwowane środki - tym razem krajowe - na wspólny z gminą Czudec projekt modernizacji drogi w Pstrągowej, przygotowujemy następne... Pracy na pewno nie zabraknie, a przede wszystkim coś pozytywnego i trwałego zostanie na naszym terenie, na co środki pochodzić będą przede wszystkim z zewnętrznych źródeł. I to jest to, co najbardziej cieszy!

niedziela, 13 grudnia 2009

13 grudnia - rocznica wprowadzenia stanu wojennego

13 grudnia 28 lat temu wprowadzono stan wojenny. Po blisko trzydziestu latach to wydarzenie nadal budzi wiele sprzecznych emocji. Ostatniej nocy, jak mogliśmy obserwować w telewizji, pod domem generała Jaruzelskiego demonstrowały grupy jego przeciwników i zwolenników. Portale, gazety, telewizje publikują wspomnienia z tamtych lat, nieznane zdjęcia, komentarze. Dzisiaj to odległa data, z innej epoki. Co najważniejsze - dopiero tyle czasu musiało upłynąć, aby do powszechnej świadomości dotarła rzeczywista i obiektywna ocena tamtych wydarzeń - dopiero teraz bowiem w publikacjach dominować zaczyna oburzenie i zdziwienie - jak to się mogło stać, że zdrada narodu nie była problemem dla ówczesnych przywódców.
Bohaterowie tamtych czasów - dzisiaj mocno podzieleni - niestety często utracili już swoją wielkość. 13 grudnia to nie jest data zwycięstwa. Mimo to o niej pamiętamy. To raczej data klęski i ofiar - ale jakże symbolicznie wpisuje się w naszą historię, w której niestety tak wiele było ofiar i krwi wylanej za wolność Ojczyzny. Dla nas żyjących współcześnie w Polsce wolnej, bez żelaznej kurtyny, ze sklepami pełnymi towarów i prawdziwym pieniądzem pozostaje obowiązek pamięci o tamtych wydarzeniach i wypływająca z niego powinność ucieczki od zniewolenia, przez wiele lat komunistycznej propagandy narzuconego skutecznie rzeszom społeczeństwa. Jeszcze przecież nie tak dawno, przeciwnicy generała byli nazywani hałaśliwą grupką anarchistów - dzisiaj było ich cztery razy więcej niż jego zwolenników. Nasza zbiorowa świadomość powoli wychodzi z komunistycznego jarzma i zaczynamy dostrzegać świat we właściwych proporcjach: żołnierze AK to już nie reakcjoniści a bohaterowie, powojenni konspiratorzy coraz częściej zamiast bandytów stają się bojownikami walczącymi o naszą wolność, komuniści okazują się być tymi, którymi byli w istocie - niewielką grupką ekstremistów służących zbrodniczej ideologii, których władza w naszym kraju została ustanowiona przez obce wojska. I coraz mniej skuteczne stają się slogany w rodzaju "dziejowej konieczności", "mniejszego zła", nie mówiąc już o "postępie" i "ludowej demokracji".
To nie stało się samo. Do dzisiaj zadziwia mnie niejednokrotnie jak trwałe są mechanizmy komunistycznej propagandy, jak trudno je wykorzenić. Trzeba było 30 lat, w tym 20 w wolnej Polsce, żeby szalę przeważyć na niekorzyść tych stereotypów. Ale wcale to nie oznacza, że zostały całkowicie wyeliminowane. Wciąż bowiem niestety wielu z nas traktuje kanony propagandowych zabiegów jako swoje własne przekonania i obiektywne prawdy. Zmiana przychodzi z trudem, dlatego nie do przecenienia jest rola instytucji takich jak Instytut Pamięci Narodowej, media publiczne, zwłaszcza telewizja, prasa. To nie tylko obowiązek władz centralnych. To też nasz obowiązek w lokalnych społecznościach - obowiązek naszych samorządów - pokazywać świat, w tym naszą historię we właściwych proporcjach, uczyć patriotyzmu, przywracać to, co tworzy tkankę narodu i wolnego społeczeństwa, co często podziwiamy u zachodnich społeczeństw, tylko u siebie uważamy za coś wstydliwego czy niepotrzebnego.
Na naszym terenie również były osoby internowane w tamtym okresie. Sam słyszałem o dwóch wypadkach, gdy do mieszkań w nocy zapukały brygady milicyjne. Były ludzkie nieszczęścia, niepewność co dalej, więzienie ... Nie doszło na terenie powiatu strzyżowskiego wówczas do poważniejszych zamieszek, ale były lekcje historii w szkołach prowadzone przez wojsko, wszechwładza bezpieki, poszukiwanie nielegalnych materiałów i strach - kto następny. Gafą w tak zwanym "dobrym towarzystwie" jest dzisiaj wspominanie o funkcjonariuszach służb bezpieczeństwa, licznych donosicielach, działaczach PZPR ... To się jednak zdarzyło. Stan wojenny został wprowadzony przeciwko społeczeństwu. W jego wyniku zginęli ludzie, a symbolem tego jest męczeńska śmierć księdza Jerzego Popiełuszki.
Dzisiaj - pamiętając o tamtych wydarzeniach - naszym najważniejszym, jak sądzę, obowiązkiem, jest przywrócenie prawdy - właściwych proporcji, nazwanie po imieniu katów i ofiary, bohaterów i zdrajców, ludzi honoru i sprzedawczyków. Nie chodzi o to, żeby poszukiwać zemsty czy koniecznie ogłaszać kto był po której stronie - raczej o to, że dopiero nazywając rzeczy po imieniu, - zarówno w wymiarze indywidualnym, jak może przede wszystkim społecznym będziemy w stanie zrzucić okowy "homo sovieticus". A dla budowy zdrowego, mocnego społeczeństwa i narodu oparcie się na solidnych fundamentach prawdy i innych rzeczywistych wartości jest konieczne - może szczególnie we współczesnym świecie.

sobota, 12 grudnia 2009

Proponowane kontrakty medyczne są nie do przyjęcia!

Kolejny przełom roku upływa pod znakiem zapaści w służbie zdrowia. Narodowy Fundusz Zdrowia nie dość, że nie wypłacił szpitalom, w tym naszemu należności za wykonane świadczenia medyczne w mijającym roku, to jeszcze proponuje dwudziestoprocentowe w stosunku do tegorocznych obniżenie kontraktów na przyszły. Gdyby policzyć nie zapłacone nadwykonania z tego roku - 1,5 mln zł i zmniejszenie o 20% przyszłorocznego kontraktu, to zabraknie lekko licząc 6 mln zł na funkcjonowanie naszego szpitala. Podobne problemy mają niemal wszystkie placówki szpitalne w całej Polsce. Który to już raz - chciałoby się zapytać - przeżywamy problemy polskiej służby zdrowia. Były już strajki pielęgniarek, zamykano przychodnie, ogłaszano niepodpisywanie kontraktów, demonstracje pod budynkami rządowymi ... Truizmem jest stwierdzenie, że system ochrony zdrowia w naszym kraju jest chory i nie widać sensownych recept na jego poprawę. Po pierwotnej reformie ustanawiającej niezależne od siebie kasy chorych stworzono anachroniczny system scentralizowanego funduszu celowego, który pełni rolę publicznego płatnika, samorządy zaś, pozbawione praktycznie jakichkolwiek instrumentów działania, mają odpowiadać za stan poszczególnych placówek.
Nauczeni kolejnymi latami doświadczeń tym razem nie chcemy już biernie czekać i przyglądać się jak nasze szpitale pogrążają się w spirali zadłużenia. Związek Powiatów Polskich ogłosił ogólnopolską akcję protestacyjną. Jeżeli mamy na myśli dobro naszych placówek, a w ślad za tym należytą dbałość o pacjentów, musimy teraz odłożyć wszystkie spory i nieraz sprzeczne interesy, a skupić się na obronie naszych szpitali. Inaczej okaże się wkrótce, że mimo iż nie chcieliśmy sami ich przekształcać (bodajże tylko kilka powiatów przystąpiło do rządowych planów prywatyzacji) to zostaniemy do tego zmuszeni. Problemem będzie jednak wówczas to, że długi - przy braku rządowego wsparcia - spadną na ich organy założycielskie - najczęściej na powiaty. Skutkiem tego byłoby tylko jedno - przy rysującej się skali zadłużenia konieczność rezygnacji z wielu zadań, po to, by znaleźć środki na pokrycie nie naszych przecież zobowiązań finansowych. Na to nie możemy pozwolić, dlatego konieczne jest ścisłe współdziałanie - nawet nie w skali regionu, ale całego kraju. Tylko bowiem silna akcja wielu środowisk przynieść może obecnie pozytywny efekt. Nie tak powinny wyglądać stosunki pomiędzy podmiotami publicznymi w demokratycznym państwie. Ale skoro nie da się inaczej ...